Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imprezy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imprezy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 maja 2014

Twórcze targowisko

W sobotę w Poznaniu na ulicy Żydowskiej odbyła się imprezka o nazwie Twórcze Targowisko. Oprócz stoisk z rękodziełem było też dużo różnych warsztatów i można było, za darmo, nauczyć się najróżniejszego rękodzieła. No ale trudno się nauczyć gdy nie wie się, że można i gdzie można. Podstawowym minusem imprezki było jej słabe rozreklamowanie. W dużej mierze przedsięwzięcie od strony warsztatowej przerodziło się w coś ala "Twórcy dla twórców". Uczyłyśmy się więc od siebie wzajemnie.

Tym właśnie sposobem nauczyłam się filcowania aplikacji na sucho, całkiem z głupia frant ;) I muszę przyznać, że to świetna zabawa, wciągająca, choć bardzo czasożerna. Technicznie i teoretycznie jest to dość proste, choć jak zawsze to tylko teoria i aby zrobić coś naprawdę fajnego potrzeba dużo wprawy. No ale tak to już w życiu jest.

Drugim dużym plusem imprezki było to, że z tejże okazji spotkałam i poznałam Dorotkę z bloga "Ja to mam w genach" Nie wiem jak Twoje odczucia Dorotko, ale ja miałam wrażenie, że znamy się od lat  i tylko tak jakoś zapomniałyśmy na chwilę o swoim istnieniu.  Bardzo miło było mi Ciebie poznać :)

Moja pierwsza próbka (to znaczy pierwsza poważniejsza, wypocin warsztatowych nie licząc) wykłuta na kawałku parzonej wełny...




... myślę, że będą kolejne.
.

niedziela, 22 września 2013

Baaardzo jesiennie

Próbuję ochłonąć po wczorajszym spotkaniu prządkowym z okazji "Światowego Dnia Przędzenia W Miejscach Publicznych" Spotkanie odbyło się na dziedzińcu poznańskiego Muzeum Archeologicznego . Mnóstwo wrażeń, oczywiście pozytywnych. I wielka niespodzianka w postaci gości a właściwie gościówek ;) z Wrocławia. Nasze spotkanie swoją obecnością uświetniły Kankanka i Rogata Owca. Poznałam też kilka nowych osób z Poznania a także gości z Bydgoszczy i Gdańska, tak więc impreza miała pewne znamiona imprezy "międzymiastowej". Poznańska stała ekipa również dopisała.

Zdjęć nie mam, zresztą nawet bym nie pamiętała o ich robieniu, ale z pewnością pojawią się na innych blogach osób uczestniczących w imprezie. Było po prostu SUPER! Zresztą, co tu dużo opowiadać, trzeba to przeżyć.

A z rzeczy filcowych, no jesień, jesień pełno gembo...

Z myślą o spotkaniu ufilcowałam sobie komplecik - jesienny szalik - omotka...





... i jesienne rękawki



Może słówko o rękawkach. Wykorzystałam w nich kilka technik - filcowanie, farbowanie, jedwab oraz szycie (coś ala quilting). Filcowanie otwiera wiele możliwości. Można  przecież też wszywać koraliki, dofilcowywać koronki, doczepiać guziczki, dodawać elementy przestrzenne. W ogóle pole do popisu dla wyobraźni. Coraz bardziej mi się to podoba.

A z myślą o tych swoich filcówkach, zaopatrzyłam się w manekina.


Tak z niedosytu chyba, opstrykałam także poprzedni szal, na manekinie wygląda o wiele lepiej.




A tak wypoczywa mój kocur - styl: na szczupaka czyli padł jak stał ;)


Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników.

sobota, 6 października 2012

Dzień Tkaczki w Poznaniu

Z inicjatywy Agnieszki Jackowiak i Alicji Tyburskiej, odbył się w Poznaniu DZIEŃ TKACZKI. Spotkaliśmy się w pracowni Agnieszki "Hobby-Wełna" Impreza choć dość nowatorska, była pełna wrażeń. Może o samym pomyśle napiszą organizatorki (jeśli poczują taką ochotę), ja się skupię na własnych odczuciach.

Jak na spotkanie społecznościowe przystało, było bardzo miło i pomimo okropnej pogody, nijak nie zachęcającej do wyjścia z domu w sobotni poranek,  pracowania Agnieszki pełna była ludzi. Każdy kąt był zajęty przez krosna, ramy, bardka, kołowrotki i osoby zainteresowane tkactwem.. Można było poznać (wstępnie) różne techniki tkackie i porozmawiać z osobami zajmującymi się tkactwem, zawiązać znajomości i napić się pysznej kawy.

Było bardzo na luzie, sympatycznie i wesoło.

Krótka fotorelacja:

Małe krosno ale wielki zapał

praca wre ;)

kącik z literaturą tematyczną

krosno ala harfa

dziewczyny oglądają film

Zdjęć tylko kilka, bo było zbyt ciekawie, by pamiętać o aparacie.
Była też rama gobelinowa, która jakoś nie znalazła się na żadnej mojej fotce. Krosna budziły jednak największe zainteresowanie.

Ilość ludzi na spotkaniu cieszy, znaczy się tkactwo się odradza i (jak widać na zdjeciach) nie jest tylko czymś, co interesuje starsze pokolenie. Niezmiernie cieszy obecność młodych osób.

Mam nadzieję, że pomysłowość Poznanianek będzie się nadal rozwijać a zapału do pracy nie zabraknie :)))
Pozdrawiam serdecznie :)

sobota, 7 lipca 2012

Pierwsze spotkanie poznańskich prządek

No więc... spotkanie i publiczne przędzenie poznańskich prządek uważam niniejszym za "odbyte"!!! Pogoda nam dopisała, było pięknie i o dziwo, nie za gorąco. Wśród parkowych lip w ruch poszły wrzeciona i nawet jeden kołowrotek. Na spotkaniu pojawiło się osiem pań i jeden pan - osobisty małżonek jednej z uczestniczek a do tego konstruktor i twórca wspomnianego kołowrotka.

Atmosfera była bardzo miła, uśmiech ścielił się gęsto ;) Ludzie, którzy nas mijali oglądali się z zaciekawieniem. Nie często zdarza się widzieć na własne oczy wrzeciono czy kołowrotek, a kilka na raz i do tego w ruchu, to już w ogóle rzecz prawie nierealna.

Panie zgodziły się na publikację zdjęć, więc wrzucam kilka. Jakość może być nie najlepsza, gdyż aparat tylko z telefonu.

Eliza i Agata, pięknie uśmiechnięte
w tle Beata i jej siostra

To dopiero podzielność uwagi ;)
Agnieszka ekwilibrystka 


Beata

od lewej Alicja, Agata, druga Alicja, Eliza, schowana Agnieszka


Bardzo cieszę się ze spotkania i poznania tylu miłych osób. W końcu udało mi się poznać w realu Agatę, z którą bezskutecznie umawiam się na kawę od dobrych kilku miesięcy.

Stwierdziłyśmy, że spotkanie było bardzo dobrym pomysłem i koniecznie trzeba je powtórzyć.

A mój prywatny sukces to pierwsze metry wełny uprzędzionej na wrzecionie. To może się wydawać co niektórym dziwne, ale nigdy wcześnie nie przędłam z użyciem wrzeciona. Zaczęłam od razu od kołowrotka i nie czułam jakiejś specjalnej potrzeby by coś w tym temacie zmieniać. A tu powód, jakby to rzec, się sam nawinął...



Myślę, że gdy się umie prząść na kołowrotku, to nauka obsługi wrzeciona jest o wiele prostsza, choć nie obyło się bez zonków i błędów, nitka kilka razy się zerwała a wrzeciono zaliczyło glebę. 

Ale jest coś w tym "wrzcionowaniu", jakaś specyficzna magia. Sam fakt, że wrzeciono można zabrać ze sobą prawie wszędzie i prząść "w kolejce do lekarza", czyni je bardzo atrakcyjnym. Wiem, że na pewno zabiorę je ze sobą na wakacje.

niedziela, 24 czerwca 2012

Noc Kupalna - tematycznie

W Poznaniu co roku w noc św Jana odbywa się takie widowisko


Później te lampiony fruwają nad naszym domem :) Słodzizna :)

A tak z okazji sobótki podrzucę jeszcze kilka utworków




I może jeszcze coś bardzo skocznego - wysłuchałam tego i wyskakałam w Lipsku kilka lat temu

piątek, 15 czerwca 2012

Wspólne kręcenie w Poznaniu

Zapraszam serdecznie na spotkanie prządkowe w Poznaniu. Przynieście wrzeciono (albo kołowrotek) i trochę czesanki. Osoby, które nie przędą, a pociąga je ten temat, również są mile widziane. Będzie można podpatrzeć i popróbować. 

Czas i miejsce spotkania:
7 lipca, godzina 11, łączka koło fontanny naprzeciw opery.

środa, 14 grudnia 2011

Festiwal Sztuki i Przedmiotów Artystycznych

Na Międzynarodowych Targach Poznańskich, jak co roku, odbył się ów Festiwal w swojej standardowej przedświątecznej odsłonie. Wrażenia ogólne pozytywne, dużo było przedmiotów ładnych, ciekawych, różnorodnych. Zdecydowanie przeważał filc, klasyczny i na jedwabiu, mniej w mojej ocenie było biżuterii. Ale jeśli ktoś wybrał się tam mając za cel kupno świątecznych prezentów to miał duży wybór.

To co mnie zainteresowało najbardziej to stoisko pań z Janowa z ich dwuosnowowymi dywanami. Jedna z pań miała też kołowrotek, stareńki jak świat, ponoć odziedziczony po teściowej, jak i krosna na których tka swoje dzieła. Niestety kołowrotka obsłużyć nie umiałam, dla mnie - nauczonej pracować na nowocześniaku - był on zdecydowanie zbyt antyczny, ale pani Filomena sobie radziła :) Zdjęcia kołowrotka nie pstryknęłam, a szkoda.









Panie przyjechały z małym krosnem, na którym jedna z nich demonstrowała technikę tkania dwuosnowowego. Dowiedziałam się tego co od dawna mnie ciekawiło, a mianowicie czym różni się krosno do dwuosnowówki od takiego "zwykłego", do tkania dywaników czy płótna. Różnice są niewielkie.



I może jeszcze drugi temat, który szczególnie przykuł moją uwagę na festiwalu - obrazy wykonywane technika miedziorytu przez pana Adama Półtoraka. pamiętam te obrazy sprzed dwóch lat, wtedy również nie mogłam się napatrzeć.  Ptaki, zioła owoce i kwiaty przecudnej urody. Niestety na razie nie stać mnie na takie cudowności, a zakup jednego obrazka uważam za lekko bezsensowny, ale obiecuję sobie, że kiedyś kupię przynajmniej krótką serię ziół.







Głóg w którym prawie się zakochałam :)


Do domu wróciłam z niewielką dwuosnowówką i sporą ręcznie robioną świecą, z zatopionymi na ściankach kwiatami, źdźbłami traw i ziół.






 A to jest kot... a właściwie kocie odnóża, w komplecie, wystające spod łóżka :)