Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lipca 2013

Było nie było

Oj dawno mnie tu nie było...

Żeby nie owijać w bawełnę, powiem, że musiałam zająć się sobą, swoim życiem i jego kierunkiem. Hobby poszło na drugi plan. Ale to nie znaczy, że na zawsze. Ciągnie mnie i to bardzo do różnych dzierganinek i dłubaninek. Ale tak raczej inaczej, z większym dystansem do siebie i świata, do tego co robię. Nic na siłę.

Powoli wracam do siebie, farbuję, kołowrotkuję, może nie będzie już takich długich przerw w moim pisaniu.
Trochę muszę się wdrożyć, bo wyszłam z wprawy i nie wiem co właściwie pisać..
Dziękuję za miłe maile od osób zatroskanych o to czy jeszcze żyję ;)) Żyję, żyję, ale przez pewnien czas czymś trochę innym.

Dla przypomnienia się,  nieco kolorków









Niestety nie ma już z nami Psotki. Postępująca, pomimo drogiego i intensywnego leczenia, choroba serca była nieubłagana, do tego wiek i  upały. Cóż, na posterunku pozostały tylko koty. I na razie tak zostanie.  Dużo tu o Psotce pisałam i dużo też razem przeżyłyśmy, bo niemal dokładnie 6 lat. Ostatnie pół roku było trudne, chwilami bardzo trudne, ale myślę, że miała z nami dobre życie, starałam się je jej zapewnić najlepiej jak się dało.

Może się spotkamy, kiedyś, po drugiej stronie tęczy.




Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda :)
... muszę dużo nadrobić w moich ulubionych blogach, bo się zapuściłam... Pa.


piątek, 1 lutego 2013

Ażurowy melanż

W komentarzach do poprzedniego posta Dodgers napisała " bardzo mnie ciekawi jak ażur będzie wyglądał na cieniowanej włóczce" no i zaczęłam się tęgo zastanawiać, czy ja na pewno dobrze dobrałam włóczkę do wzoru...

Nie popadam w skrajności i nie mam też doświadczenia w drutowaniu, ale już widziałam totalnie niedopasowane włóczki do wzoru i nie chciałabym tu strzelić jakiegoś paskudztwa.

Ale wydaje mi się, że wychodzi dobrze, mnie się podoba. Może to nie jest mistrzostwo świata, ale jednak coś wychodzi ;)




Już prawie odpuściłam sobie dzierganie w zupełności. Uznałam, że to nie dla mnie i właśnie wtedy, naprawdę zaczęło mnie to wciągać. Nie oszaleję na punkcie dziergania, choćby dlatego, że w swoim bardzo twórczym życiu nie mam już na to czasu. Ale od czasu do czasu, bez przymusu i traktowania drutów jak obowiązku, to czemu by nie podziergać. Zawsze pociągały mnie ażurowe chusty, takie jakie wychodzą spod palców Basi-Fanaberii oraz innych zdolnych osób - cieniutkie, skomplikowane, pełne dziurek, wykonane z pięknej, błyszczącej włóczki. To one przyczyniły się do tego, że wreszcie się zawzięłam i nauczyłam tych drutów. Na razie umiem co umiem i po wielokrotnych, nieudanych próbach opanowania drutowania, jest to dla mnie sporym sukcesem.




Poza tym dzierganiem niewiele robię, mam bardzo trudny, życiowo, okres. Nie będę tu się rozpisywać, bo to blog, a do tego blog robótkowy. Ale czasem każdy ma takie tygodnie, miesiące, gdy coś się zmienia, przeobraża, wymagając od nas sprostania naszemu życiu i jego wymaganiom, jednocześnie nie pozostawiając wiele miejsca na decyzje, bo decyzje podejmuje życie. Ot można jedynie tak próbować działać, by zapewnić sobie dobrą i spokojną, bezpieczną przyszłość.

Ale nie rozwodzę się jakby ktoś tak domniemywał ;)

Jeszcze słówko o Psotce.
Mam wrażenie, że kryzys minął, po tej utracie przytomności o której pisałam w komentarzach, już byliśmy gotowi na najgorsze, ale jakoś psinka się odbiła od dna, zaczęła jeść, nie kaszle, lepiej wygląda, nawet biega i skacze jak kiedyś. Dziś zobaczymy jak to wygląda od strony serduszka, płuc, czy coś się poprawiło - mamy wizytę kontrolną. Oczywiście starość i wada serca nie znikną, ale może jeszcze troszkę razem pożyjemy.

Pozdrawiam serdecznie.

sobota, 26 stycznia 2013

Słodko-gorzko

Chciałoby się powiedzieć słodko-gorzko, jak to w życiu. Do rzeczy słodkich i miłych na pewno należą zakupy i prezenty.

Zacznę więc od zakupów. W Poznaniu, na ulicy Górna Wilda, znajduje się sklepik z koralikami i innymi cudeńkami do produkcji biżuterii. Zaszłam tam ostatnio i nie mogłam się oprzeć.
Kupiłam między innymi przepiękne koraliki ceramiczne, szkliwione.



A także kamienie - agaty, tygrysie oczko i słodkowodne perły. 


Aby uprzedzić ewentualne pytania i domysły - nie zamierzam zacząć robić biżuterii. Koraliki i kamyczki będą ozdobą gobelinu. Zamierzam je wrabiać w gobelin, aby uzyskać bardziej przestrzenny wygląd no i wzbogacić fakturę.

Kolejny zakup to miseczka do włóczki.



Widziałam takich wiele na Etsy, ale wtedy nawet nie dziergałam. Zresztą sprowadzanie ceramiki z drugiego końca świata jest dla mnie lekko przesadzone. Jednak nie tylko za oceanem można taką miseczunię kupić.  Moda dotarła również do Polski i pewien Pan Garncarz wykonuje takie misy. Misę kupiłam TUtej

Jest bardzo starannie wykonana, żadnej ściemy ;)

A przy okazji pochwalę się postępami przy dzierganiu Butterfly Effekt. Zrobiłam już dżersej, teraz zaczynam ażur. Robi się bardzo przyjemnie.


Pewnego dnia pan paczkowy przyniósł mi paczuszkę od Asi Appolinar . A w środku były takie prezenty:


Cudnej urody  jajka, pięknie powycinane i ozdobione, z dzyndzadełkami do zawieszenia



oraz komplecik przepięknych serwetek "kawowych" udzierganych chyba z pajęczyny :))
Asia podesłała również próbki czesanek. Asiu, bardzo Ci dziękuję :))

No i przyszedłczas na to co gorzkie. Moja leciwa psinka się rozchorowała. Niepokojący kaszel okazał się być "kaszlem sercowym" zwiastującym początki obrzęku płuc, związanego z niewydolnością krążenia. Jakby tego było mało, u Psotki zdiagnozowano również wadę serca (niedomykalność zastawki dwudzielnej). No cóż, schorzenia są bardzo poważne i w każdej chwili może być nieciekawie. Ale puki co jakoś się psina kula. Podajemy jej leki, które będzie musiała dostawać do końca życia i w sumie tylko tyle możemy zrobić. Praw natury nie przeskoczymy.

Żeby tak smutno nie kończyć, zaproszę Was jeszcze do mojego sklepiku, gdzie pojawiły się nowe włóćzki.




Pozdrawiam Was serdecznie i witam cieplutko nowych obserwatorów :) 

sobota, 7 stycznia 2012

O psach raz jeszcze

Pociągnę temat psów i ich chorób z tego względu, że wczoraj, w odpowiedzi na mój poprzedni post, odezwał się do mnie na priv pan Witek, pisząc o swoim psie. Jego pies ma bardzo podobne objawy do mojej Psotki - przechylanie łepka na jedną stronę, problemy z równowagą, oczopląs. Gdy po bezskutecznych wizytach w trzech klinikach weterynaryjnych nikt nie wiedział co psu dolega a leki nie pomagały, pan Witek zdecydował się na tomograf, który wykrył, że jego pies ma w głowie śrut, a ołów który wydziela się z tego śrutu truje psa, co daje takie objawy. W tej chwili pan Witek i jego pupil czekają na decyzję lekarzy w sprawie operowania pieska.


Piszę tego posta po to, aby jeśli ktoś kiedyś będzie szukał informacji w związku z podobnym schorzeniem u swojego pupila mógł natrafić na tę historię. Wydaje się ona bardzo niespotykana, a jednak coś takiego może się zdarzyć, zwłaszcza w przypadku psów myśliwskich. Pozdrawiam serdecznie pana Witka i jego pieska.

A w sprawie Psotki... na całe szczęście jest coraz lepiej, pies poprawia się. Z dnia na dzień coraz lepiej chodzi (nawet już podbiega), oczopląs zniknął zupełnie, tak samo zez, czasem jeszcze psinę zarzuca na lewo no i główka jeszcze jest przekrzywiona, ale już coraz częściej Psotka ją prostuje. Cały czas podaję leki a w środę znów to veta. Zobaczymy co powie.


Zdjęcie tylko jedno, bo ten straszek boi się flesza, myśli, że to burza albo fajerwerki ;)
Za to Masza ma flesza gdzieś i pozuje jak modelka :)

koszykówka ;p


jak pies z kotem...


wtorek, 3 stycznia 2012

Pies mi się popsuł...

Z nowym rokiem przychodzą nowe problemy. Rozchorował mi się pies i to dość poważnie. Podejrzenie to schorzenie neurologiczne, związane z ośrodkiem równowagi, nieznanego pochodzenia. Przyczyny mogą być różne, od zespołu przedsionkowego (choroba neurologiczna związana z błędnikiem), który sam przychodzi i odchodzi po kilku tygodniach, aż do wylewu i guza mózgu, choć na szczęście objawy wskazują bardziej na to pierwsze i mam nadzieję, że tak będzie.

Robienie badań, które mogłyby coś wyjaśnić (tomografia komputerowa we Wrocławiu za bajońskie pieniądze) uznaliśmy za mało sensowne, zresztą nikt nas do tego nie namawiał, bo badanie może nic nie wnieść do całego obrazu, a nawet jeśli się okaże, że to guz albo wylew, to i tak nic to nie zmieni. Wszystko okaże się w przeciągu najbliższych kilku tygodni. Jak przejdzie to będzie dobrze, jak nie to... życie.

Na razie Psotka ma problemy z równowagą, chwieje się i przewraca, ma przekrzywioną głowę na jedną stronę i ogólnie tą jedną stronę ma osłabioną. Do tego oczopląs, zez... Wszystko stało się z dnia na dzień bez żadnych sygnałów zwiastujących chorobę. Wczoraj była w pełni zdrowa i sprawna, dziś  się "popsuła"...

Echhhh.


czwartek, 1 grudnia 2011

Funt kłaków

Może jest i funt, nie ważyłam, jednakże przez dwa ostatnie dni grępluję i grępluję. Zgręplowałam sporo
alpaki w pomarańczowych kolorach i drugie tyle smolisto czarnej.






Wrażenia bardzo dobre, tylko praca powolna. Gręple czeszą ładnie a odpadów praktycznie nie ma, troszkę tylko krótkich kłaczków. Na próbę ukręciłam troszkę przędzy, nitka wychodzi równiutka, na czym mi właśnie szczególnie zależało.


 Moja ogoniasta pomagierka ;) Oczywiście z pyszczkiem w wełnie... oj nie byłam zadowolona. 


A tu jakie niewiniątko :D




I mój zwierzyniec - flash spowodował niesamowity efekt niebieskich oczu, zwierzaki wyglądają jak nie przymierzając kosmici ;) Dogadują się coraz lepiej, choć może jakiejś miłości między nimi nie ma, ale nie ma też agresji. Umieją sobie spokojnie zakomunikować, czego każde z nich sobie nie życzy. I oby tak dalej. Choć swoją drogą jestem ciekawa, czy kiedyś będę mogła cieszyć się widokiem psa i kota śpiących razem...


sobota, 13 sierpnia 2011

Czasami człowiek musi...

No nie można ciągle pracować, o czymś myśleć, coś planować, czasem trzeba odpocząć, na przykład w ogrodzie, przy grillu w miłym, roześmianym towarzystwie :)) Wciąż jeszcze lekko kręci mi się w głowie ;) Zabawa była wyborna a kurczęce skrzydełka pieczony na grillu bardzo smaczne.
Przy okazji pożegnałam mój stary kołowrotek, dostała go Karolina, która pisze bloga : http://www.haftowanakamizelka.eu/, moja koleżanka z pracowni gobelinu. Niech Ci służy, Karola! Mam nadzieję w najbliższym czasie zobaczyć owoce Twojej pracy :)))

Ale żeby nie było tak o pustym pysku, to będzie przepis na grillowane skrzydełka kurczęce w miodowej bejcy. Wiem, że sezon grillowy już się ma ku końcowi, ale może ktoś się skusi i sobie przyrządzi.

Skrzydełka opieczone, przed bejcowaniem...

... i po bejcowaniu
Przepis
Skrzydełka z kurczaka, (powiedzmy 8 sztuk) trzeba polać lekko oliwą lub olejem, oprószyć pieprzem (najlepiej zielonym) i solą oraz pieprzem cayenne i włożyć do lodówki na kilka godzin.

Bejca miodowa 
W niedużym naczyniu zmieszać wszystkie podane niżej składniki

miód płynny 3-4 łyżki
ketchup pikantny z 5 łyżek
sos sojowy ciemny 1 łyżka
czosnek, 2-3 zmiażdżone ząbki
płaska łyżeczka, nie więcej, przyprawy "5 smaków"
troszkę pieprzu.
Całość wymieszać i wstawić do lodówki.

Grilować skrzydełka na kratce grilla, bez tacki, a gdy będą już prawie gotowe przełożyć na tackę i polewać bejcą po obu stronach skrzydełek. Bejca jest dość gęsta, tak, że ja używam do polewania łyżki. Potrzymać na grillu jeszcze przynajmniej kilka minut. Bardzo dobrze komponuje się z ryżem i sezonowymi sałatkami.
Smacznego!

A to moja psinka, Psotka, w ogrodowej scenerii - pies obowiązkowo pilnuje grilla, może coś skapnie. Rasa "One of a kind" :D, przygarnięta ze schroniska.



Mam ostatnio straszne urwanie głowy, sprawy zawodowe i różne inne, nie mam nawet czasu dobrze rozpakować tych moich barwników, o farbowaniu nie wspomnę. Mam nadzieję, że to się wreszcie skończy i będzie więcej czasu na przyjemne z pożytecznym. Porządnego urlopu łaknę, a nie jakiejś popierdółki trzydniowej!!!... marzenie ściętej głowy...