Niesiona na fali sukcesu kwiatowego, postanowiłam zabrać się za coś jeszcze bardziej ambitnego. Zrobiłam szal. To co powstało, nie do końca odpowiada moim zamierzeniom w rozważaniach teoretycznych. Popełniłam też kilka sporych błędów, ale i dużo się nauczyłam.
Czuję, że brakuje mi wiedzy, a przede wszystkim doświadczenia i wprawy. Szal z założenia miał być grubszy i trochę mniejszy. Użyłam też tego co miałam, czyli bfl-a z jedwabiem ręcznie farbowanego (bfl jest bardziej puszysty i jego włókna są pofalowane, co daje inny efekt niż merino, poza tym jest w pewnym sensie delikatniejszy i mniej "stabilny") oraz mieszanki merino z jedwabiem, a także chusteczek jedwabnych i loczków wensa.
Mimo wszystko pierwsze koty za płoty, szal jest, trzyma się przysłowiowej kupy, nie rozłazi się w rękach, więc - zważywszy na moje 3-dniowe doświadczenie i brak jakiegokolwiek przygotowania merytorycznego - i tak jestem bardzo zadowolona.
Pozdrawiam :)