Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 października 2012

Dzień Tkaczki w Poznaniu

Z inicjatywy Agnieszki Jackowiak i Alicji Tyburskiej, odbył się w Poznaniu DZIEŃ TKACZKI. Spotkaliśmy się w pracowni Agnieszki "Hobby-Wełna" Impreza choć dość nowatorska, była pełna wrażeń. Może o samym pomyśle napiszą organizatorki (jeśli poczują taką ochotę), ja się skupię na własnych odczuciach.

Jak na spotkanie społecznościowe przystało, było bardzo miło i pomimo okropnej pogody, nijak nie zachęcającej do wyjścia z domu w sobotni poranek,  pracowania Agnieszki pełna była ludzi. Każdy kąt był zajęty przez krosna, ramy, bardka, kołowrotki i osoby zainteresowane tkactwem.. Można było poznać (wstępnie) różne techniki tkackie i porozmawiać z osobami zajmującymi się tkactwem, zawiązać znajomości i napić się pysznej kawy.

Było bardzo na luzie, sympatycznie i wesoło.

Krótka fotorelacja:

Małe krosno ale wielki zapał

praca wre ;)

kącik z literaturą tematyczną

krosno ala harfa

dziewczyny oglądają film

Zdjęć tylko kilka, bo było zbyt ciekawie, by pamiętać o aparacie.
Była też rama gobelinowa, która jakoś nie znalazła się na żadnej mojej fotce. Krosna budziły jednak największe zainteresowanie.

Ilość ludzi na spotkaniu cieszy, znaczy się tkactwo się odradza i (jak widać na zdjeciach) nie jest tylko czymś, co interesuje starsze pokolenie. Niezmiernie cieszy obecność młodych osób.

Mam nadzieję, że pomysłowość Poznanianek będzie się nadal rozwijać a zapału do pracy nie zabraknie :)))
Pozdrawiam serdecznie :)

środa, 21 grudnia 2011

Niech się święci...


Jest to mój ostatni przedświąteczny post. Święta, pierwszy raz w życiu, spędzam poza domem, na wsi, w rodzinnym domu mojego Chłopa. Będzie to dla mnie ciekawe dościadczenia. Z racji tego w domu przygotowania są ograniczone - znaczy się nie szaleję... Jutro rano zabieram majdan zwierzęcy i ziuu. A wygląda na to, że święta mogą być białe :D, za oknem sypie aż miło, mrozik trzyma, a mi aż się pyszczysko śmieje, bo uwielbiam ten świąteczny klimat okraszony śniegiem. W piątek czeka mnie jeszcze tradycyjne wiejskie wędzenie :) - zdjęcia po powrocie.
Aaaa, i biorę ze sobą kołowrotek :)

Powyższe zdjęcie jest fotką mojego własnoręcznie wykonanego wianuszka świątecznego. Więcej zdjęć i szczegółów TUTAJ

Jeśli ktoś wciąż nie ma wszystkich prezentów, to służę małą podpowiedzią - prezent uważam za idealny dla osoby starszej i/lub lubiącej tradycję. Jest to książka Tomasza Pruszaka "O ziemiańskim świętowaniu" Jest to w sumie praca naukowa, w której autor zebrał  wiedzę na temat tego jak święta Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy obchodzili ziemianie w końcu XIX i na początku XX wieku. Pomimo, swojej naukowości, czyta się bardzo dobrze, można w niej odnaleźć to, czego często brak w naszych współczesnych świętach, a mianowicie ten specyficzny klimat.


Książka nie należy do tanich, cena z okładki to 89 złotych, jednak empik daje teraz 25% upustu i książka kosztuje tam 66 złotych. Wydanie bardzo ładne, dużo starych zdjęć, porządnie zszyta i oprawiona.


I na koniec...

Zdrowych, pogodnych, śnieżnych i przede wszystkim spokojnych Świąt, abyście wszyscy odpoczęli od codziennego zaganiania, od stresów i frustracji. Życzę Wam, byście odnaleźli magię tych dni, bez względu na to jaką religię wyznajecie i jak zechcecie te Święta obchodzić.

Do zobaczenia po Świętach.

czwartek, 13 października 2011

Winobranie



Winobranie u nas zawsze odbywało się w ostatnim tygodniu października, gdy to już jest po pierwszych przymrozkach a winogrona nie mają już liści. Wtedy grona łatwiej się zrywa. Ale niestety w tym roku jest inaczej. Setki szpakowatych potworów dopadły dziś nasze winogrona, wiec aby nie obejść się smakiem, musiałam rzucić wszystkie zaplanowane czynności i obrywać winogrona. Potwory już zdążyły nadszarpnąć zbiory i upstrzyć liście. Ale gdyby im tylko nie przeszkodzić, to jutro już nie byłoby czego zrywać. Takiej ilości szpaków chyba w życiu nie widziałam.

No ale już spora część owoców zebrana i uchroniona przed tą skrzydlatą szarańczą! Grona są piękne i dorodne, jak widać na zdjęciu powyżej. Nie jest to jakaś wybitnie cudowna odmiana jeśli chodzi o walory konsumpcyjne, gdyż w smaku kuleczki są dość cierpkie ze względu na dużą zawartość garbników, ale na wino, zwłaszcza wytrawne - rewelacja!

Dziś wieczorem będzie robienie winka, a zimą i na wiosnę, czynność jeszcze przyjemniejsza czyli degustacja tegoż. Jak co roku celowac będę w wino jak najbardziej wytrawne - czego nie łatwo dokonać -  nie lubię słodkich win. Nastaw przygotowuję z moszczu gronowego (wszystko razem z łupinkami),  wody i  niewielkiej ilości cukru oraz "matki drożdżowej", po czym po 2-3 tygodniach przecedzam całość i zostawiam tylko część płynną.

Wino przygotowuję na bazie szlachetnych drożdży winiarskich (w tym roku Burgundy i Bordeaux), a więc przed zmiażdżeniem owoców i umieszczeniem moszczu w butlach, owoce dokładnie parzę wrzątkiem, dla pozbycia się dzikich drożdży znajdujących się na skórkach. 

Potem to już tylko pilnowanie bąbelkowania, dosypywanie cukru, dolewanie wody, zlewanie wina znad osadu i cierpliwe czekanie na efekty. Oj będziem się alkoholizować ;) i to ekologicznie, bez siarki i sztucznych barwników oraz konserwantów. Samo zdrowie :)

A tak w jesiennych promieniach słońca prezentuje się sumak


Dla klimatu i przeciwwagi "Deszcz jesienny" Staffa w wykonaniu Cemetery of Scream
Niestety tylko w postaci linków do "wrzuty" bo na youtube nawet tego nie ma.



sobota, 27 sierpnia 2011

II Światowy Festiwal Wikliny i Plecionkarstwa, gorąca relacja

Przyznam, że choć bywałam w Nowym Tomyślu, to zawsze biegiem, załatwić sprawy i do domu. Dlatego ominęło mnie podziwianie piękna tego miasteczka a przede wszystkim jego ścisłego centrum, gdzie na stałe "rozsiadła się" nowotomyska wiklina. Tym razem pobyt też nie był długi i niestety zaczął się niewiele przed zapadnięciem zmroku, nad czym bardzo ubolewam, ze względu na fotografie. Wielu przepięknych, niesamowitych wiklinowych tworów po prostu nie zdążyłam sfotografować za dnia, a z lampą... nie znoszę lampy błyskowej, zresztą ona rzadko daje tyle światła, by zdjęcie było dobre, lub chociaż nie-złe. Poza tym przede wszystkim pasłam oczy ;), niejednokrotnie zapominając o zachowaniu widoku na potem.

Tak, że jest co jest, ot trochę wiklinowego szaleństwa, rodem z "witkowego zagłębia" niektóre zdjęcia mogą być lekko nieostre, bo przy małej ilości światła i długim czasie otwarcia migawki, ręka się zawsze zatrzęsie.Ale, że to co przedstawiają jest moim zdaniem absolutnie fantastyczne, wiec pozwalam sobie wrzucić je mimo wszystko.

Na początek słynny kosz





Wokół kosza a także na małym deptaczku znajduje się wiele bardzo ciekawych wiklinowych wyrobów, które tworzą takie ciekawe akcenty i niesamowicie upiększają to miejsce. 


















I troszkę zdjęć straganiarskich. Niestety bardzo żałuję, ze nie było możliwości podpatrzenia wyplotów. A może to późna pora sprawiła, że artyści wikliniarze już zakończyli swoją prace. Tego mi osobiście brakowało. 













Ostatnie trzy zdjęcia przedstawiają samochody ciężarowe z wikliny, pierwszy był naprawdę duży, drugi to ciągnik siodłowy w wersji mini. 

Może słówko o odsłonięciu rosnącej rzeźby "Przystań II" Rzeźba wygląda jak kopuła, nieco na pierwszy rzut oka przypominająca muszlę koncertowa. Wewnątrz i przed rzeźbą odbyło się przedstaiwnie czy nowoczesnie mówiąc - performance. Przedstaiwnie obejmowało taniec współczesny oraz teatr ognia. Mnie urzekło zwłaszcza to drugie, bo nie przepadam, za tańcem współczesnym. Bardzo podobała mi się również muzyka tworząca podkład. 

Pogoda dopisała aż do przesady. Miałam ochotę wykapać się w fontannie, ale jakoś tak... 
To był pierwszy dzień imprezy, a właściwie pierwszy wieczór, jednak dalej mnie już nie będzie, troszkę za daleko by tak kursować w te i wewte. To na czym najbardziej mi zależało zobaczyłam.

Z takiej imprezy wypadałoby przywieść jakąś pamiątkę, oczywiście z wikliny. Przywiozłam, a jakże. Jest to malutki koszyczek piknikowy, przepięknie wypleciony, lakierowany, dopieszczony. Ma w porywach 30 centymetrów szerokości i nie ma on nic wspólnego z "marketową masówą" robioną byle jak z byle czego, byle szybko. Będzie mi służył jako nietuzinkowa letnia torebka, jest przepiękny, o takim właśnie marzyłam i gdy tylko go zobaczyłam zakrzyknęłam "mój ci on" ;)






Na koniec pragnę podziękować, za wszystkie przemiłe komentarze. Pisanie bloga naprawdę mnie wciągnęło i sprawia mi mnóstwo radości, także dzięki moim uroczym czytelnikom i komentatorom.

czwartek, 25 sierpnia 2011

II Światowy Festiwal Wikliny i Plecionkarstwa

Jutro zaczyna się II Światowy Festiwal Wikliny i Plecionkarstwa w Nowym Tomyślu. Trzydniowa impreza, jedyna tego rodzaju na świecie. Impreza towarzyszyć będzie Jarmarkowi Chmielo – Wikliniarskiemu.

Wśród atrakcji konkurs wikliniarski, odsłonięcie rosnącej rzeźby z wikliny, Teatr Ognia, koncerty (m.in. zespołu Acid Drinkers), Teatr Uliczny, stragany, słowem wszystko czego mozna się spodziewać na trzydniowym jarmarku/festiwalu. Na festiwal przybędą goście z całego świata. Będzie można zobaczyć ich dzieła i pewnie podpatrzeć jak wykonują swoje wyroby. Szczegółowy program imprezy do pobrania tutaj
A TU można dowiedzieć się coś więcej o imprezie.


Zdjęcie przedstawia największy na świecie kosz wiklinowy, który wypletli mieszkańcy Nowego Tomyśla i który został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa . Autorem projektu jest dr Jędrzej Stępak, wszechstronny artysta plastyk, który między innymi prowadzi naszą "Zamkową" Pracownię Tkaniny Unikatowej, i u którego uczyłam się tkać. Pan Stępak jest również autorem projektu rosnącej rzeźby, która zostanie odsłonięta podczas tegorocznego Festiwalu.

Mieszkańców Poznania i okolic serdecznie zapraszam w imieniu organizatorów. Piszę "Poznania i okolic", bo mam świadomość, że mało kto mieszkający na tzw. drugim końcu Polski , rzuci wszystko by przyjechać na imprezę, choć oczywiście jest to impreza otwarta dla wszystkich.

Zdjęcie kosza pochodzi ze strony http://www.polskaniezwykla.pl/web/place/7894,nowy-tomysl-najwiekszy-kosz-na-swiecie.html , na której jest więcej informacji na temat kosza.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Lato zamknięte w słoikach - o przetworach ciąg dalszy

Pozostanę jeszcze troszkę w temacie zapraw, którzy moim czytelniczkom też nie jest obcy ;). Cieszę się, że jest nas więcej, że nie zadowalamy się "marketowymi" przetworami, ale próbujemy same zaklinać lato, żeby zostało z nami dłużej i dało się "wypuścić" ze słoika w jakiś śnieżny lub deszczowy jesienno-zimowy dzień. Pozdrawiam Was wszystkie, serdecznie - miłośniczki przetworów!

Trzeci dzień walczę z ogórkami i cukiniami, mam już ogórki kiszone (o czym było w poprzednim poście) a dziś kończę drugą z ogórkowych sałatek. Obie są bardzo dobre, więc mogę je szczerze polecić - u mnie z zeszłego roku nie uchował się ani jeden słoiczek! Te sałatki "pobiły" nawet ulubione, u mnie w domu, buraczki czerwone. Tutaj nie są już bezwzględnie wymagane wiejskie ogórki, choć wiadomo, że takie są lepsze.




Sałatka z ogórkami - łagodna
z tej porcji wychodzi około 15 słoików półlitrowych

Składniki:
5 kg ogórków
1/2 kg cebuli
1 kg marchwi
1 kg papryki zółtej i/lub czerwonej
duży pęczek naci pietruszki
2-3 ząbki czosnku
Zalewa:
1 szklanka oliwy
3/4 szklanki octu 10%
1 szklanka wody
1 niepełna szklanka cukru
3 łyżki soli
1 łyżka pieprzu ziarnistego
kilka listków laurowych
kilkanaście ziaren ziela angielskiego.


Wykonanie:
Zagotować i odstawić zalewę - ma przestygnąć. W tym czasie umyć ogórki  (jeśli ktoś nie lubi ogórków ze skórką to może obrać, ja robię ze skórkami) i poszatkować w talarki. Marchew obrać i poszatkować w grube wiórki. Cebulę pokroić w półplasterki, tak, żeby się rozpadła na piórka. paprykę pokroić w słupki. Nać pietruszki poszatkować, czosnek pokroić w cienkie plasterki. Gdy już wszystko jest pokrojone, zalać ostudzoną zalewą i pozostawić na 2-3 godziny do "przegryzienia" i wytworzenia soku. Po tym czasie wkładać do słoików ubijając, tak aby wytworzony sok lekko przykrywał warzywa. Pasteryzować 25 minut.

Część ogórków można zastąpić cukinią (obraną)



Ogórki szwedzkie
porcja na około 25 słoiczków 1/4 litra
Składniki:
5 kg ogórków
1/2 kg cebuli
1/2 litra octu
1/4 szklanki oliwy
1 szklanka cukru
2 garście soli
płaska łyżeczka mielonego pieprzu
pieprz ziarnisty
ziele angielskie
liście laurowe

Wykonanie:
Umyte ogórki pokroić w plasterki, cebulę w półplasterki, tak żeby zrobiły się piórka. Do warzyw dodać cukier, ocet, oliwę, sól i mielony pieprz, odstawić na co najmniej 12 godzin - ja zasadniczo odkładam do następnego dnia. Po tym czasie sałatkę można doprawić, jeśli po spróbowaniu czegoś jej brakuje. Na dno każdego słoika wrzucić po listku laurowym, ziarnku ziela angielskiego i kilka ziarenek pieprzu ziarnistego. Ogórki przekładać do słoików, ubijać łyżką, tak aby wytworzony sok przykrył warzywa, krótko pasteryzować.

Chciałam się też z Wami podzielić świetnym sposobem na pasteryzowanie słoików, bez używania garnków, wyczytałam go w jakiejś starej "Gospodyni" albo "Poradniku domowym".

Pasteryzowanie słoików w piekarniku

Potrzebny jest tylko piekarnik elektryczny z funkcją "bez termoobiegu" no i słoiki z przetworami. 
Lekko zakręcone słoiki wstawiamy do zimnego lub słabo nagrzanego piekarnika, nastawiamy temperaturę na 170 stopni. Gdy w słoikach zaczną się pojawiać małe bąbelki powietrza (początek wrzenia), dzieje się to po jakiś 30-45 minutach, skręcamy temperaturę do 130 stopni i pasteryzujemy słoiki w miarę potrzeby. Jeśli w przepisie nie ma zaznaczonego czasu pasteryzacji pasteryzować odpowiednio:
słoiki litrowe ok 40 minut
słoiki półlitrowe ok 30 minut
"ćwiartki" 15-20 minut
Po tym czasie wyłączamy piekarnik i pozwalamy słoikom ostygnąć przez ok 20-30 minut, po czym wyjmujemy je w rękawiczkach i UWAGA - lekko odkręcamy (popuszczamy) nakrętki  nie podnosząc ich i zakręcamy mocno, odwracamy słoiki do góry dnem i zostawiamy w spokoju do całkowitego ostygnięcia na blacie kuchennym. Jeśli po wyjęciu z piekarnika widać, że słoik przychwycił (ma wklęsłe wieczko), to nie trzeba go odkręcać, wystarczy mocno dokręcić i odwrócić do góry dnem.

Słoiki pasteryzowane tą metodą nie otwierają się, no chyba, że któryś jest wyszczerbiony lub ma uszkodzoną nakrętkę. Odkąd wypróbowałam ten sposób zarzuciłam kompletnie gotowanie słoików w garze.

A tak wyglądają moje ogórki w winogronach ;)




Viola, jeśli tu zajrzysz to podpowiedz mi w sprawie tych małosolnych ogórków na zimę. Jest 2 dni po zakiszeniu, ale te ogórki jakieś za zielone na gotowanie mi się wydają. Dopiero zaczynają nabierać lekko groszkowej barwy gdzieniegdzie. Czy takie powinny być, czy poczekać jeszcze dzień czy dwa?

wtorek, 2 sierpnia 2011

Totalnie nie w wełnianym temacie

Przywiozłam sobie wczoraj ze wsi całą furę roboty. Wciąż kultywuję  tradycję zaprawiania słoików na zimę. Tak, że dziś fotorelacja z ogórkowo-cukiniowego szaleństwa.




 

Zielone bukiety



I ogóreczki zaprawione wcześniej 



Ogórki kiszone najprościej jak się da
- dużo ogórków, koniecznie wiejskich, nie przenawożonych
-chrzan - korzeń i liście
-kwitnący koper
-sporo ząbków czosnku
-sól kamienna
Litrowe słoiki i zakrętki - wcale nie wyparzane
Woda z kranu


No więc tak, biorę umyte słoiki, do każdego z nich wkładam ogórki, koper, pocięte w plastry ząbki czosnku, chrzan (obrane i pokrojone korzenie i liście), jak ktoś ma to można dodać po kilka listków wiśni.
Gdy już poupycham wszystkie ogóraski do słoików to robię zalewę - na kazdy litr wody 1 łyżka soli kamiennej - mieszać do całkowitago rozpuszczenia soli. Zalewą napełniam słoiki, tak, żeby przykryć ogórki, zakręcam (nie za mocno) i ustawiam pod krzakami winogron na 2 tygodnie - ważne by stały w ciepłym miejscu ale nie na pełnym słońcu. 
Po tych 2 tygodniach dolewam wody, bo podczas kiszenia zawsze trochę wody wybuzuje ze słoików, zakręcam dość mocno i przenoszę je do chłodnej piwnicy. Po tych 2 tygodniach można słoiki zagotować, jeśli ktoś chce je przechowywać dłużej niż do następnego sezonu. Bez gotowania spokojnie stoją sobie w chłodnej piwnicy i nic kompletnie się z nimi nie dzieje. Są przepyszne.