Dziś skończyłam przędzenie czesanki bfl, wyszło tego 513 metrów z 110gram. Niteczka nie jest mocno cienka, ale, że pozostanie singlem, więc nie chciałam by miała jakieś słabsze miejsca.
W międzyczasie szlifuję przędzenie na wrzecionie. Naprawdę wciąga, choć pozycja przy przędzeniu jest chyba bardziej wymuszona i mdleją mi ręce - a może to kwestia przyzywyczajenia i znalezienia swojej pozycji. Ale niteczka wychodzi już całkiem całkiem.
Zdjęłam cały początkowy nawój na którym się uczyłam i zaczęłam prząść od nowa już na serio.Niteczka to wełna masham i chyba też pozostanie singlem.
Pragnę donieść, że właśnie złapaliśmy kuśtyczka. Jutro rano jedziemy do weta!!!! Bardzo się cieszę :)))
Aaaa byłabym zapomniała - tourowe poczynania można oglądać też TUTAJ - moje przędze też tam są.
Jolu, bardzo dziękuję za link.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrzeciono. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrzeciono. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 9 lipca 2012
sobota, 7 lipca 2012
Pierwsze spotkanie poznańskich prządek
No więc... spotkanie i publiczne przędzenie poznańskich prządek uważam niniejszym za "odbyte"!!! Pogoda nam dopisała, było pięknie i o dziwo, nie za gorąco. Wśród parkowych lip w ruch poszły wrzeciona i nawet jeden kołowrotek. Na spotkaniu pojawiło się osiem pań i jeden pan - osobisty małżonek jednej z uczestniczek a do tego konstruktor i twórca wspomnianego kołowrotka.
Atmosfera była bardzo miła, uśmiech ścielił się gęsto ;) Ludzie, którzy nas mijali oglądali się z zaciekawieniem. Nie często zdarza się widzieć na własne oczy wrzeciono czy kołowrotek, a kilka na raz i do tego w ruchu, to już w ogóle rzecz prawie nierealna.
Panie zgodziły się na publikację zdjęć, więc wrzucam kilka. Jakość może być nie najlepsza, gdyż aparat tylko z telefonu.
Bardzo cieszę się ze spotkania i poznania tylu miłych osób. W końcu udało mi się poznać w realu Agatę, z którą bezskutecznie umawiam się na kawę od dobrych kilku miesięcy.
Stwierdziłyśmy, że spotkanie było bardzo dobrym pomysłem i koniecznie trzeba je powtórzyć.
A mój prywatny sukces to pierwsze metry wełny uprzędzionej na wrzecionie. To może się wydawać co niektórym dziwne, ale nigdy wcześnie nie przędłam z użyciem wrzeciona. Zaczęłam od razu od kołowrotka i nie czułam jakiejś specjalnej potrzeby by coś w tym temacie zmieniać. A tu powód, jakby to rzec, się sam nawinął...
Myślę, że gdy się umie prząść na kołowrotku, to nauka obsługi wrzeciona jest o wiele prostsza, choć nie obyło się bez zonków i błędów, nitka kilka razy się zerwała a wrzeciono zaliczyło glebę.
Ale jest coś w tym "wrzcionowaniu", jakaś specyficzna magia. Sam fakt, że wrzeciono można zabrać ze sobą prawie wszędzie i prząść "w kolejce do lekarza", czyni je bardzo atrakcyjnym. Wiem, że na pewno zabiorę je ze sobą na wakacje.
Atmosfera była bardzo miła, uśmiech ścielił się gęsto ;) Ludzie, którzy nas mijali oglądali się z zaciekawieniem. Nie często zdarza się widzieć na własne oczy wrzeciono czy kołowrotek, a kilka na raz i do tego w ruchu, to już w ogóle rzecz prawie nierealna.
Panie zgodziły się na publikację zdjęć, więc wrzucam kilka. Jakość może być nie najlepsza, gdyż aparat tylko z telefonu.
![]() |
| Eliza i Agata, pięknie uśmiechnięte w tle Beata i jej siostra |
![]() |
| To dopiero podzielność uwagi ;) Agnieszka ekwilibrystka |
![]() |
| Beata |
![]() |
| od lewej Alicja, Agata, druga Alicja, Eliza, schowana Agnieszka |
Bardzo cieszę się ze spotkania i poznania tylu miłych osób. W końcu udało mi się poznać w realu Agatę, z którą bezskutecznie umawiam się na kawę od dobrych kilku miesięcy.
Stwierdziłyśmy, że spotkanie było bardzo dobrym pomysłem i koniecznie trzeba je powtórzyć.
A mój prywatny sukces to pierwsze metry wełny uprzędzionej na wrzecionie. To może się wydawać co niektórym dziwne, ale nigdy wcześnie nie przędłam z użyciem wrzeciona. Zaczęłam od razu od kołowrotka i nie czułam jakiejś specjalnej potrzeby by coś w tym temacie zmieniać. A tu powód, jakby to rzec, się sam nawinął...
Myślę, że gdy się umie prząść na kołowrotku, to nauka obsługi wrzeciona jest o wiele prostsza, choć nie obyło się bez zonków i błędów, nitka kilka razy się zerwała a wrzeciono zaliczyło glebę.
Ale jest coś w tym "wrzcionowaniu", jakaś specyficzna magia. Sam fakt, że wrzeciono można zabrać ze sobą prawie wszędzie i prząść "w kolejce do lekarza", czyni je bardzo atrakcyjnym. Wiem, że na pewno zabiorę je ze sobą na wakacje.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






