Do powstania tutoriala zainspirowała mnie Chmurka, bo pierwotnie chciałam tylko pokazać farbowanki. Ale myślę, że warto napisać o tym jak się obchodzić z tym ciekawym włóknem, nawet jeśli już ktoś o tym pisał, a pisała choćby Basia-Fanaberia na swoim praskim blogu.
Chusteczki jedwabne to produkt całkowicie naturalny, który powstaje przez ręczne rozciąganie gotowanych kokonów jedwabnych i układanie ich na specjalnych ramkach. Jedna chusteczka to jeden rozciągnięty kokon. Filmik doskonale pokazuje tę czynność.
I tak sobie pani rozciąga kokony, aż nazbiera się sterta chusteczek. Praca chyba dość żmudna.
Taki produkt poukładany i wyschnięty można kupić m.in. w angielskim WoW.
Chusteczki można prząść, dodawać do filcowania (choć sam jedwab się nie filcuje). Ale przed przędzeniem, dla lepszego i przyjemniejszego efektu, można sobie takie chusteczki pofarbować, na przykład tak:
Przy czym jeśli chcemy mieć chusteczki pofarbowane bardzo dokładnie, to należy zwrócić szczególną uwagę na brzegi chusteczek, które są najgrubsze i wymagają dużej ilości farby. W innym wypadku brzegi będą niedofarbowane. To nie wygląda źle, nawet ciekawie, no ale nie zawsze potrzebujemy takiego efektu.
Tak samo może się zrobić na środku, jeśli farbujemy na raz zbyt grubą warstwę chusteczek. Ja dziele je na partie ok 30 gramowe, i farbuję z obu stron.
Gdy już mamy pofarbowane i wyschnięte chusteczki, musimy je porozdzielać na sztuki.
Druga trudnosć to ta, że jedwab jest śliski i po uprzędzeniu jednego fragmentu trudno jest przyłączyć kolejny. Nawet dołożenie "na zakładkę" dość długiego fragmentu nie zawsze zdaje egzamin. Włókna lubią się rozjeżdżać.
Wrzucam filmik o przędzeniu chusteczek, na filmiku bardzo dobrze pokazane jest jak rozciągać chusteczki przed przędzeniem, oraz jak łączyć poszczególne pasma ze sobą. Włókna mawaty można wykorzystywać od razu do dziergania, bez przędzenia - ogólnie przy obu czynnościach postępuje się podobnie.
Chciałam wrzucić jeszcze jeden filmik, o przędzeniu mawaty na kołowrotku. Niestety nie mogę go wrzucić bezpośrednio na stronę, jakiś błąd chyba, wiec podaję LINK
I jeszcze jedna, dość upierdliwa, trudność pojawiająca się podczas pracy z jedwabiem. Jedwab, przez to, że składa się z cieniutkich, pajęczynowych niteczek/włosków, czepia się niemal do wszystkiego. Na poniższym zdjęciu dość dobrze widać te włoski. Jedwab przyczepia się do ciuchów, obić mebli oraz linii papilarnych na dłoniach.
Warto dość intensywnie kremować ręce przez kilka dni przed przędzeniem - to zmniejsza czepianie się, ale nie zawsze je likwiduje. Przez tę czepliwość trudno też rozdzielić poszczególne chusteczki, zawsze jakieś niteczki się ciągną. Wtedy warto je (te ciągnące się niteczki), chwycić porządnie w dłonie i rozerwać. Próby rozciągania kończą się podobnie jak z serem na pizzy - włókna ciągną się w nieskończoność.
To chyba wszystko co mi przychodzi do głowy na temat jedwabiu i różnic w przędzeniu między jedwabiem a wełną. Wiadomo, że aby naprawdę wiedzieć "z czym to się je", trzeba spróbować i trochę poprząść.
Nie mam pod ręką zdjęcia uprzędzionej mawaty, ale przędza wychodzi dość artystyczna, całkiem inna niż przędza z jedwabiu mulberry w pasmach, bardziej niesforna i nieregularna.
Prawie na koniec jedwabne farbowanki, które popełniłam ostatnio. E-welenko, może znajdziesz tu jakąś kolorystyczną inspirację :).
A na sam koniec temat z całkiem innej beczki. Dziś radiowa Trójka obchodzi pięćdziesiąte urodziny. Świętuje z tego powodu na całego, wiec jeśli ktoś lubi tę rozgłośnię a nie wie o święcie, to zachęcam do włączenia radia - okrągły jubileusz nieprędko się powtórzy. A posłuchać naprawdę warto, bo leci dużo bardzo dobrej muzyki . To na tyle. Pozdrawiam

