Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kołowrotek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kołowrotek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 lipca 2012

Suzie - pierwsze szlify

No więc muszę się na samym początku zgodzić z Fanaberią. Suzie to nie jest najlepszym kołowrotek dla osób początkujących. Mam dokładnie takie samo zdanie. By go opanować potrzeba już trochę umiejętności i sporo wyczucia. Natomiast jeśli się postępuje z nim delikatnie odwdzięcza się wspaniałą i pełną gracji pracą.

Pierwszew szlify na Suzie to małe próbki wełenek splatanych w 2ply i navajo. Są to naprawdę małe moteczki, wielkością porównywalne do motków wełny gobelinowej.

W zależności od ustawień można prząść grubiej lub cieniej, choć uważam, że to kołowrotek stworzony do cienizn i takie niteczki przędzie mi się na nim najlepiej. Na poprzednim nie udawało mi się wyciągać aż tak cienkiej nitki, choć jest też całkiem do rzeczy.

 Od góry dwa moteczki 2ply i dwa moteczki navajo.
Grubsza 2ply

Na początku przekręcałam, coś mi nie szło, ale to tylko chwilowa niemoc była. Gdy się przyzwyczaiłam, troszkę pomieszałam w ustawieniach, to już było dobrze, wyczułam jak kołowrotek chciałby pracować.

Po tych pierwszych próbach zamarzyło mi coś mocno cienkiego, wzięłam się więc za mieszankę Ashforda, o nazwie Spice, czyli przyprawy (80% merino, 20% silk), którą kupiłam razem z kołowrotkiem w Wollinchen 

zdjęcie z oficjalnej strony Ashforda - www.ashford.co.nz
Ukręciłam 50 gram i skręciłam w 2ply.






Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym z jaką łatwością na Suzie można kręcić takie cienkie niteczki. Do tej pory myślałam, że takie cienizny są kwestią umiejętności, bardzo zaawansowanych umiejętności, których ja nie posiadam. A tu niespodzianka. Z 53 gram czesanki otrzymałam 360 metrów wełenki (WPI - 28), więc ze 100 gram wyszłoby jakieś 700 metrów dubelka! A to jeszcze nie jest szczyt możliwości. Tę wełenkę przędłam na przełożeniu 13, a jest jeszcze przełożenie 16 i czułam, że nitkę można by jeszcze wyciągnąć, choć w sumie na razie wystarczy tej cienkości - tak jak jest bardzo mi się podoba. Wełenka bardzo ładnie się mieni w świetle, co pewnie trudno dostrzec na zdjęciach. Jest bardzo delikatna w dotyku i nie puchata - jak potrafi być merino.

W kwestii kociej, sprawy mają się bardzo pozytywnie. Marcyś po dwóch dniach od operacji zaczął się bawić, a teraz szaleje już z myszką i piłeczką po całym pokoju. Musiałam mu dać zabawki, bo choć nie powinien za dużo szaleć, to nie jestem tego w stanie kotu wytłumaczyć, nie mając zabawek zajmował się zaczepianiem, podgryzaniem i drapaniem domowników.
Rana na nóżce goi się bardzo ładnie, a i kość chyba się zrasta, bo kot coraz bardziej podpiera się tą nogą.

Masza wystaje pod drzwiami do tego pokoju, w którym jest Marcel i bardzo chce się tam dostać. Choć na pierwszy kontakt wzrokowy zareagowała paniczną ucieczką. Za to teraz jest bardzo ciekawa, co mieszka w tym pokoju ;)

Nie mam kolejnych zdjęć Marcela, za to na koniec pokażę zdjęcie z cyklu "Tu mnie jeszcze nie było..."



W tym worku oprócz kota jest oczywiście czesanka. Stosunek kota do czesanki nasuwa się sam...

poniedziałek, 16 lipca 2012

Majacraft Suzie Professional

Czekałam prawie cały miesiąc na to cudo nowozelandzkiej manufaktury. No i wreszcie je mam!!!

Za dużo nie napiszę, bo najpierw muszę potestować trochę więcej. Pierwsze wrażenia super. Przede wszystkim pięknie się kręci cienkie niteczki, na czym bardzo mi zależało. Kołowrotek ma pięć przełożeń, co czyni go mocno wszechstronnym. Jest bardzo cichy.

Kołowrotek kupiłam w Niemczech w sklepie Wollinchen 
Oj będzie się działo :)))





Teraz mój czas dzielę między przędzenie i zajmowanie się kociakiem - śmiesznie brzmi? Marcel zajmuje mi dziennie jakieś 4-5 godzin, jest ciut jak dzieciątko małe :) a, że wolę zwierzaki od dzieci, tak więc w to mi graj. Wiele frajdy daje taki mały słodki stwór.
A i w domu czasem przydałoby się coś przecież zrobić...

W ostatnim napiętym okresie ukręciłam taką niteczkę (idzie na konto TdF)

Jest to merino z tencelem, 324 metry/103 gramy, 2 ply. Ładniejsza niż na zdjęciach i bardziej zróżnicowana jeśli chodzi o odcienie - mój aparat nie przepada za odcieniami niebieskiego.

I tyle na dziś, siadam do nowego kołowrotka tylko najpierw nakarmię małego głodomora :)
Pozdrówka

poniedziałek, 10 października 2011

Spotkania przy gobelinie i wiklinie

Na początek wrzucam filmik z pracy ruskiego kołowrotka. Ma wymienione łożyska i chodzi jak malowanie.


A po drugie. Byłam dziś na spotkaniu gobelinowym. Mamy nową, przejściową pracownie na ulicy Mielżyńskiego, dosłownie naprzeciw sklepu z bolesławiecką ceramiką (pójdę z torbami ;) ). Nie jest to stricte pracownia taka jaka była do tej pory, ale na czas remontu w zamku będą tam spotkania dla wszystkich chętnych, obejmujące takie tematy jak gobelin i wiklina. Więc jeśli ktoś z Poznania lub okolic byłby zainteresowany odwiedzeniem naszej wesołej trzódki to zapraszam. Zajęcia gobelinowe będą w poniedziałki od godziny 16 do 18.30 a po 18.30 będą wykłady i pokazy filmów o tematyce wikliniarskiej i z tego co wiem będzie można nauczyć się pleść z wikliny. Ogólnie jeśli ktoś zechce poznać fajnych ludzi i ciekawe tematy to pracownia jest otwarta, można przyjść prosto z ulicy. Spotkania są bezpłatne.

piątek, 7 października 2011

Ruski kołowrotek

Mój Chłop kupił to cudo na Alledrogo, pod nazwą (coś w stylu ) "Kołowrotek do przewijania nici" . A moim skromnym zdaniem to najzwyklejszy kołowrotek silnikowy.

Ponoć ma zatartą jakąś ośkę czy łożysko - w kazdym razie to dla mego Chłopa nie problem, a nawet jakieś tam wyzwanie. Właśnie przyszło Pocztą. Ma z tego powstać przewijarka do wełny - przynajmniej z takim przeznaczeniem owa ruska machina została zakupiona.

Za ilość kurzu uprzejmie przepraszam, czyszczenie i pucowanie będzie przeprowadzone w innym terminie ;)

przód

tył - część silnikowa

kołowrotek zamknięty

środa, 14 września 2011

Dobry oring do kołowrotka

Dziś wybitnie technicznie, ale i prząśniczkę czasem technika dopada ;) Mój kołowrotek ma naciąg "Scotch tension", do tego ma 3 różne przełożenia na obu kołach, więc zwykły sznurek, jako pas, nie wchodzi w ogóle w grę, bo jeśli będzie dobry na jednym przełożeniu, to na pozostałych będzie za luźny lub za ciasny.
Do tej pory jako paska używałam zwykłej gumy do wciągania. Nie było to najlepsze rozwiązanie, bo po pierwsze taka guma ma dużą bezwładność i po naciśnięciu pedałka, najpierw się rozciągała a dopiero później zaczynała się kręcić. Czasem też raczyła sobie spaść z koła, oczywiście w najmniej pożądanym momencie. No więc rozpoczęły się poszukiwania oringu. Trwało to trochę czasu, przewinęło się kilka oringów przez mój kołowrotek, aż wreszcie trafiliśmy na coś odpowiedniego. Jest to  PAS OKRĄGŁY Z POLIURETANU. Można go dostać na allegro. Pas ma średnicę 4 mm, łączy się go zgrzewając na gorąco (co pozwala uniknąć guzów i wiązań, które powoduję, że pas spada) . Pas należy zgrzać za pomocą grzałki przemysłowej lub elektrycznej opalarki do farby, trzeba popróbować, bo końcówki rozgrzane zarówno za mocno, jak i za słabo, dają po złączeniu porowaty zgrzew, który ma tendencję do zrywania się. Końcówki należy rozgrzewać dość wolno, tak aby materiał na odcinku 2-3 mm uplastycznił się na całym przekroju pasa i potem zetknąć ze sobą dwie końcówki, chwilę przytrzymać, a gdy zastygnie obkroić powstałe wypływki... i gotowe. W praktyce na kołowrotku wygląda to tak: 





Miejsce zgrzewu



A to sam pas





Przy okazji, nowy oring dostał też drum carder, poprzedni niestety rozciągnął się i włókien bardziej zbitych nie chciał czesać, trzeba mu było pomagać. Jest to oring maszynowy, z średnio twardej gumy. Ten dobraliśmy na miarę, wiec nie trzeba go było zgrzewać.




I muzycznie 
EQUILIBRIUM, ja to nazywam sobie tropical metalem ;) 

EQUILIBRIUM - Blut Im Auge 
swoją drogą, bardzo fajny clip, warto go zobaczyć w pełnym rozmiarze 


EQUILIBRIUM - Unbesiegt

piątek, 24 czerwca 2011

Nowy nabytek...

Mam dziś strasznie zagoniony dzień, ale niech się wali i pali, muszę napisać posta. Dziś będę się jawnie i otwarcie przechwalać.

Już jest... mój całkiem nowy kołowrotek. Mój tż ma złote ręce.



Kołowrotek jest od początku do końca autorski. Sami robiliśmy projekt (maczałam w tym paluszki) a mój D. powołał go na świat. Wzorowany jest na kołowrotku Ashforda, ale tak nie do końca. Niektóre rozwiązania się całkiem odmienne, inne trzeba było wymyślić samemu bo trudno tak do końca wszystko wywnioskować ze zdjęcia. Niektórych rzeczy nie dało się zrobić tak samo z powodu niedomagań i braków sprzętowych - to jednak jakby nie było prototyp.

Mój nowy kompan waży z 10 kg, ma napięcie "Scotch tension" czyli jest na jeden sznurek (właściwie gumę) i hamulec, którym reguluje się obroty szpulki - czy bardziej skręca czy nawija. Ma sporej wielkości oczka na skrzydełku, dzięki czemu można na nim prząść grube włóczki (do 17mm średnicy). Ma trzy przełożenia - 5, 7 i 10. Do tego jest składany, wiec zajmuje mało miejsca.

Na razie uprzędłam na nim może ze 30 metrów czesanki, ale już go kocham. Dzięki temu, że sporo waży, jest stabilny, nie to co mój staruszek który cały się trząsł i trzeszczał - choć darzę go wielkim sentymentem, bo to w końcu na nim nauczyłam się prząść.  Zaczyna się nowa kultura przędzenia :D .

Miłego oglądania :))








Piękny, prawda? :D

piątek, 10 czerwca 2011

Wokół owczego runa

Dziś za mną kolejny pracowity dzień. Farbowanie, pranie, gotowanie, fotografowanie itd. itp. Zaczęłąm też robić wzornik kolorów - bardzo fajna rzecz. Potem tylko zerkam i już wiem jakiej farby potrzebuję do uzyskania zamierzonego efektu.

wzornik - część 1



Pochwalę się... za jakiś tydzień będę miała kołowrotek do grubasów :)) Mój wspaniałoręki tż zszedł do podziemi (do piwnicy znaczy, nie do piekieł... choć czasem to na jedno wychodzi) i wziął się do roboty...
Oj zacznie się zacznie YarnArt...

Będzie podobny do kołowrotka Joy Ashford.

Ashford - Joy

sobota, 4 czerwca 2011

Jak to z kołowrotkiem było


Ano było tak, że kręciłam się wokół tematu dobry rok, a może dłużej. Wreszcie zdecydowałam, że daruję sobie kurs (na który się wybierałam jak sójka za morze) i po prostu kupię kołowrotek. I tak się też stało. Kupiłam "używany", na allegro. W sumie używany wcale nie był, a przynajmniej nie do przędzeni... Tulejka skrzydełka miała jeszcze delikatne zadziorki, które trzeba było zeszlifować. Potem został "podrasowany", otrzymał nowe szpulki, nowy pedałek i został moim przyjacielem :)


I  zdjęcie skrzydełka z aktualnie przędzioną włóczką - corriedale - ręcznie farbowaną.