poniedziałek, 13 stycznia 2014

Układy i układziki


Tytuł posta nieco dwuznaczny, ale będzie o rzeczach bliskich sercom dziewiarek. Wczoraj Iris wyraziła zainteresowanie tym, jak włóczka na skarpetki układa się w dzianinie. Obiecałam fotki moich zaczętych skarpetek i oto one. Na razie są to tylko małe "kieszonki", pierwsze próby skończyły się pruciem, bo skarpetki wyszyły zbyt obszerne, ale... pierwsze koty za płoty ;) prucie idzie mi fantastycznie :)





A przy okazji pokażę Wam też jak układa się włóczka z czerwieniami. Zrobiłam z niej czapkę i mitenki, podwójną nitką. Dzianinki są proste, robione samymi prawymi oczkami i ściągaczem. W rzeczywistości włóczka nie jest tak różowa i ostra, ale aparat czasem widzi świat po swojemu, a ja nie potrafię go przekonać, że jest inaczej ;) A drugi aparat, alternatywny, którego używałam gdy pierwszy miał okresy "kolorystycznego buntu", właśnie wyzionął ducha...  Tak, że jest co jest.




niedziela, 12 stycznia 2014

Owoce pracy

Owocami mojej pracy z ostatniego czasu jest trochę kolorowych wełenek, rozjaśniających zimowe mroki.
Włoczki będą wystawione w sklepiku jutro wieczorem, bo nie wszystko mam jeszcze skończone i gotowe.
Na razie zapraszam do oglądania. 


Włóczka z blaskiem to 70% wełny, 25% poliamidu i 5% steliny (srebrna nitka). 400m/100g
 WYPRZEDANA


 100% miękkiej wełny, 415m/100g 


 100% wełny merino 220m/100g


 Znana i lubiana włóczka Lifestyle Zitron. 100% merino, 300m/100g

Również Lifestyle, 100% merino 300m/100g


Pierwsza z włóczek to odwzorowanie (myślę, że udane) włóczki z poprzedniego posta.

A moje skarpetki się robią, w sumie nie ma czego jeszcze pokazywać, ale po pewnych problemach, dzieło powstaje według wskazówek Intensywnie Kreatywnej 

środa, 8 stycznia 2014

Sesja zdjęciowa jednej włóczki

Zakochałam się w tej farbowance i postanowiłam, że nikomu jej nie oddam. Jest moja i tylko moja ;) i powstaną z niej skarpetki. Skarpetki czyli coś, czego w żuciu nie robiłam. A jak już te skarpetki zrobię (w co szczerze wierzę), oprawie je w ramkę i powieszę nad łóżkiem jako dowód na to, że można i że nie powinnam wątpić w swoje umiejętności :)

Ale na razie jestem dopiero niestety na etapie posiadania włóczki i pięciu instrukcji wykonania skarpet (celuję w te robione od palców) z których niewiele rozumiem ;) Tak, że niezłe wyzwanie jak na sam początek roku. Może nieco panikuję, ale widząc te opisy mam wrażenie, że tkanie gobelinu to przy tym malutki pikuś. Ale nic to, będę się starać.

A włóczka przedstawia się następująco.









Jeszcze kilka słów w sprawie mojej sprzedaży mieszkania.

Po wielkich bólach, uporczywym czekaniu na przyznanie kredytu kupującym, po wkurzającym dostarczaniu kolejnych, coraz bardziej bzdurnych i niezwiązanych ze sprawą dokumentów, w dniu 30 grudnia podpisałam umowę notarialną. Gdyby ktoś myślał, że to koniec, to niestety jest w błędzie. W dniu w którym moje pieniądze powinny już być na moim koncie bank zażyczył sobie kolejnego "dokumentu", a mianowicie oświadczenia, że moje konto bankowe, podane na akcie notarialnym, należy do mnie. Nie będę już komentować celowości składania takich "dokumentów". Piszę o tym bo wiem, że zaglądają tu osoby, które są w trakcie sprzedaży/kupna mieszkania lub czeka ich to w najbliższej przyszłości.

Nikt Was wcześniej nie poinformuje o konieczności złożenia tego świstka (jak i wielu innych), ale jeśli go nie złożycie od razu, czas oczekiwania na pieniądze przez sprzedającego wydłuży się. Oczywiście bank ma interes w tym by o takich rzeczach nie informować od razu a robić to dopiero w ostatniej chwili, gdy pieniądze powinny już wychodzić z ich konta, na konto osoby do której formalnie należą. To nie jest 100 złotych i każdy dzień przetrzymywania tych pieniędzy to zysk dla banku. Nie wiem czy każdy bank życzy sobie takiego oświadczenia, ale wiem, że nie jestem jedynym przypadkiem. I nie dajcie się zwieść temu co na samym początku miła pani w banku Wam (kupującym) mówi. Kredytu nie załatwia się w dwa tygodnie (a w dwa miesiące) a wykaz trzech na krzyż dokumentów, o jakich Was miła Pani poinformuje, że będą potrzebne, nie jest w żadnym wypadku pełną listą dokumentów, a jedynie wierzchołkiem góry lodowej, ogólnym planem czy czymś w tym rodzaju. Jeśli jakiegoś dokumentu nie macie lub ewentualnie uważacie, że taki dokument nie będzie potrzebny, to wiedzcie, że prędzej czy później bank, ewentualnie notariusz, właśnie tego dokumentu zażąda. W moim przypadku chcieli wszystkiego a nawet wiecej, bo chcieli też dokumentów nie związanych bezpośrednio ze sprzedażą mieszkania jak np. akt zgonu mojej mamy (diabli wiedzą do czego).

Tyle właściwie w temacie, machina papierologiczna wciąż się kręci i do końca nie odpuszcza. 

I przepraszam, że do Was tak mało zaglądam, mam czasem wrażenie, że żyję ostatnio w jakiejś mgle.



czwartek, 7 listopada 2013

Nowe włóczki i życiowe perypetie

Spory kawałek czasu minął od ostatniego wpisu (nie licząc rozstrzygnięcia candy), czas goni do przodu jak szalony. Dziś chciałam pokazać kilka nowych farbowanek na całkiem nowych włóczkach. jakiś czas temu kupiłam na próbę dwa nowe rodzaje włóczek do farbowania. Jedna z nich to włóczka merino z jedwabiem (80%/20%). Ten rodzaj włóczki barwi się pięknie, a dodatek jedwabiu "podbija" kolor i dodaje mu blasku. Włóczka jest bardzo miła i delikatna.

Jesień w pełni, leje od wczoraj. Niestety nadszedł ten czas, gdy zdjęcia bez doświetlenia wychodzą nieciekawie i trzeba użyć sztucznego światła. Zamiast lampy błyskowej, której nie lubię, uzyłam specjalnej żarówki do fotografowania, o chłodnej ale dość neutralnej barwie. Jednak mimo to sztuczne oświetlenie nieco zmienia barwy, przede wszystkim je rozświetlając, i trudno tego uniknąć jesienią i zimą.








Mam też nową włóczkę skarpetkową z błyskiem w postaci dodanego do włóczki srebrnego włókna steliny. Włóczka lekko błyszczy, zwłaszcza gdy się ją ustawi pod odpowiednim kątem. Nie jest to jakieś oślepiające lśnienie, ale coś tam się dzieje ciekawego ;)


Włóczka to mieszanka wełny owczej (70%), poliamidu (25%) oraz wspomnianego włókna steliny (5%). Też bardzo dobrze się barwi. W zasadzie poza dodatkiem steliny jest to normalna skarpetkowa włoczka.. 


A w życiu prywatnym, ech.. ciągle nie mam czasu, który dodatkowo zabiera mi sprzedaż mieszkania po mamie. Sprawa ciągnie się już pół roku, i choć widać koniec, to wolę się jakoś specjalnie nie nastawiać. Podpisałam już trzecią umowę przedwstępną, bo dwóch poprzednich kupujących rozmyśliło się, tak po prostu. Najpierw pilili, żeby JUŻ NATYCHMIAST podpisywać umowę, po czym po prostu się wycofali. Jak widać tak też można. 

Pewnie nie będę w ogóle oryginalna pisząc o tym jak bardzo drobiazgowe i bezsensowne są niektóre przepisy w naszym kraju. Aby sprzedać mieszkanie trzeba przedstawić "milion pięćset" zaświadczeń. dokumentów, świstków, z różnych urzędów i instytucji. Zaczyna się od kilku dokumentów, a po drodze okazuje się, że potrzebne jest jeszcze coś tam i coś tam, co chwila wychodzi kolejny kwiatek. I to wszystko najczęściej trzeba załatwić osobiście, nie da się listownie albo za pośrednictwem biura nieruchomości.  I może łatwiej byłoby to znieść gdyby nie fakt, że ja nie mieszkam na miejscu, a dojazd to 3 godziny w jedną stronę.

Zdarza się tak, że urzędnicy nie wiedzą nawet, że to oni powinni jakiś określony dokument wystawić i odsyłają interesanta od Annasza do Kajfasza. Bank kupującego tak wymyśla, że nikt już nie wie po co i do czego potrzebne są dane dokumenty, no ale co zrobić, z koniem kopać się nie będę... Nie mam siły i potrzeby by udowadniać urzędnikom, że się mylą, albo kłócić się z pracownikiem banku o to, że akt zgonu mojej mamy nie jest mu do niczego potrzebny, bo posiada już inny dokument z którego jasno wynikają te same fakty. Ja chcę tylko doprowadzić tę sprzedaż do finału.

Tak więc jeżdżę, załatwiam, głęboko wierząc, że to wszystko jednak czemuś służy, pomimo, że odczucia mam zupełnie inne. Czasem łatwiej jest przyjąć, że inni wiedzą lepiej. 


niedziela, 3 listopada 2013

Rostrzygnięcie jesiennego candy




Aleście mi dziewczyny dały do wiwatu, radość wynikająca z zainteresowania moim candy i wełenkami pomieszała mi się trochę z przerażeniem, bo kto to wszystko teraz posegreguje, nierzadko rozszyfruje (cyrylica), potnie, rozdzieli, policzy... No ale po dwóch wieczorach i jednym poranku ślęczenia nad 35 kartkami pełnymi komentarzy, udało się! 


Trochę statystyki:
Po odfiltrowaniu wpisów zdublowanych i nieprecyzyjnych, pozostało 235 komentarzy.
Z tego 162 głosy oddane zostały  na włóczkę skarpetkową a 73 na angielską gruszkową.
Wyglądało to tak... 




Następnie wylosowałam po jednej kartce z kazdego pojemnika 


Zwyciężyły KAJKOSZ oraz LADY ALTAY 
 Gratuluję i proszę o podanie Waszych adresów wysyłkowych
 na priv. 

Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję, dziękuję również za bardzo miłe i nierzadko pełne zachwytu komentarze. Zapraszam w przyszłości i pozdrawiam :)

niedziela, 6 października 2013

Czerwone jabłuszko...


Że nie warto stać w miejscu wie nawet dziecko, kto stoi w miejscu ten się ponoć nawet cofa ;)
No więc korzystając z tej maksymy postanowiłam wypróbowac coś, co od bardzo dawna mnie intrygowało, a mianowicie coś, co sobie roboczo nazwałam malarstwem ekspresjonistycznym ;P

Nie raz zachwycałam się włóczkami, w których kolory się mocno przenikają, sprawiając wrażenie migotania, lub też ich autor(ka) łączy ze sobą barwy teoretycznie do siebie nie pasujące, a w praktyce okazuje się, że jednak kolory są bardzo na miejscu. Nie chcę wrzucać tu cudzych zdjęć, ale chodzi o coś takiego gdzie w jednym miejscu jest widoczne kilka odcieni lub wręcz kolorów, które dają efekt mienienia się, nie wynikający z tego, że włóczka została przewinięta, tylko z odpowiedniego nałożenia kolorów już podczas farbowania.

Z eksperymentami jest tak, że człowiek boi się, że coś zmarnuje. Ja od lat walczę z przypadłością oszczędnej i gospodarnej Poznanianki... bo choć może w czasach wojny ta cecha była ludziom pomocna, to współcześnie więcej z nią kłopotów niż to warte. No i walka chyba przynosi rezultaty, bo pomimo różnych kwasów i latających po pracowni "zmarnowanych" motków, uczę się coraz więcej.

I mam pierwsze mieniące się wełenki, o kolorach pasujących do siebie "nie wprost".

Inspiracją znów było jabłko, znów kolory, z pola, lasu, sadu i łąki - w tych klimatach czuję się najlepiej.




To zdjecie jako inspiracja kolorystyczna chodziło mi po głowie od jakiegoś czasu. Aż wreszcie i na nie przyszła kolej. Przy czym nie chodzi mi tylko o pierwszy plan, ale i o dalszą nieostrą część.

Powstało mi z tej inspiracji coś takiego. Mnie się szalenie podoba taki kolorystyczny ożenek, choć może to mały mezalians... ;) Ale skoro jabłka sobie radzą i tak ładnie wyglądają...



Ta metoda ma jeden minus, którego nie ma sposób w jaki farbowałam wełenki do tej pory. Tym minusem jest trudna do osiągnięcia stuprocentowa powtarzalność kolorów. Gdy maluje się tak "na żywioł", a nie "od linijki", to dzieje się tak, że motki z jednej partii odrobinę mogą się od siebie różnić. W jednym motku będzie więcej odcienia wiśni, w drugim śliwki, a w trzecim buraczka, albo przynajmniej na pierwszy rzut oka będzie się tak wydawało.

zdjęcie z lampą błyskową

W tym miejscu chciałam bardzo podziękować za wszystkie bez wyjątku komentarze i przeprosić, że tak tutaj, zbiorczo dziękuję, bo każde słowo jest dla mnie ważne i cenne, tym bardziej, że to takie miłe słowa.

środa, 2 października 2013

Inspirowane jesienią

Napracowałam się ostatnio i była to bardzo przyjemna praca. Zaszalałam w farbowaniu wełenek na moje ukochane jesienne kolory. Znalazło się tam i jesienne słońce, złoto i czerwień jesiennych liści, wpadająca już w żółć i oliwkę zieleń, pomarańcz dyni i nieco fioletu dojrzewających winogron (chociaż chwilami ten fiolet przypomina mi dla odmiany, wiosenne krokusy).

 Mam nadzieję, że wełenki  i Wam się spodobają.


No i zdjęcia z inspiracją, czyli tak jak najbardziej lubię 






Włóczki będą do kupienia. Myślę, że do wieczora znajdą się w moim butiku. Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy zdecydowali się na zakupy u mnie. Bardzo mnie cieszy, że Wam też się podoba to co robię i chcecie to mieć :)

A tym wszystkim, którzy jeszcze nie wiedzą, albo zapomnieli, przypominam o moim jesiennym, wełnianym CANDY

Pozdrawiam serdecznie :)