czwartek, 20 lutego 2014

W międzyczasie

Miały być farbowanki, ale... komputer mi zwariował, jak tylko próbuję wejść na Dawandę, coś przekierowuje mnie na inną stronę, tak też dzieje się na niektórych Waszych blogach, a to wszystko dzieje się nie zawsze.

Komputer został przeskanowany na obecność wszelakiego paskudztwa, i okazuje się, że nic to nie dało. Chłop przepatrzył pół internetu w celu znalezienia sposobu na to dziwne zachowanie, ale choć zastosował się do wszelakich zawartych tam wskazówek, nic się nie zmieniło.  Dzieje się tak niezależnie od rodzaju internetu, przeglądarki, a co gorsza u Chłopa zaczęło się dziać to samo. Chyba ktoś rzucił na nas jakiś urok ;) Przy okazji dzieją się inne fajerwerki, np. poczta się buntuje, albo klawiatura wystukuje nie te znaki co powinna, jakaś siła nieczysta chyba. Zaznaczę, że 2 tygodnie temu miałam reinstalkę systemu. Duchy? Chochliki? Złośliwe krasnoludki? Oj, chyba za dużo filmów Disneya ;)

A że nie mogę wejść na Dawandę, to i nie mogę wrzucić farbowanek na sklep i duttta blada.

Więc w międzyczasie pokażę kilka różnych różności.

Na początek włóczka, ręcznie uprzędziona, z podfilcowanego falklanda. Podejrzewam, że w procesie farbowania swoje łapki maczały te same Chochliki, które namieszały w komputerze. Ale czesankę udało się z lekkimi problemami przerobić na przędzę. Powstało 550 metrów singla ze 130 gram falklanda. Jeszcze nie mam pomysłu na tą niteczkę, na razie cieszę się, że wełnę udało się uratować.
 




Kolejną rzeczą jaką chciałabym pokazać są dwa szale filcowe, które powstały jako prezenty świąteczne dla moich koleżanek z pracowni gobelinowej. Jest już wprawdzie połowa lutego, ale dopiero teraz mam zdjęcia. Jako model robił "pan do rysowania" ;) Tło nieco spartańskie, bo pracowniane.



Chciałabym się też pochwalić, że mam za sobą swój pierwsze warsztaty przędzenia na kołowrotku (w charakterze prowadzącej), które odbyły się na początku lutego w poznańskiej pracowni Hobby-wełna u Agnieszki Jackowiak. Było przemiło i bardzo pracowicie.


Kolejne warsztaty zaplanowane są na 8-9 marca w pracowni Agnieszki Jackowiak w Poznaniu. W ten sam weekend odbędą się również warsztaty farbowania, oj będzie się działo. Więcej o warsztatach na stronie http://hobby-welna.pl/


Serdecznie zapraszamy :) 

czwartek, 13 lutego 2014

Swetrzysko z prostokąta - zwiastun

Ukończywszy chustę (klik) nabrałam takiej ochoty na dzierganie (chyba sukces uskrzydla ;) ) że zabrałam się od razu za dwa swetry. Pierwszy z nich, bardziej zimowy i chyba prostszy jeśli chodzi o  wrabianie rękawów, pokażę dziś. Będzie to duże i dość grube swetrzysko, więc muszę zdążyć zanim skończy się zima, choc myślę, że i wiosną sweter będzie użyteczny.

Dziś o kolorze i o tym jak się układa w dzianinie. Oczywiście, jak zwykle, to właśnie kolor urzeka mnie najbardziej i pod tym kontem wszystko planuje, dobieram, fantazjuję.

Wzór na sweter zaczerpnęłam ze stron Dropsa - OTO ON


W moim wykonaniu sweter będzie gładki, bez ażuru i zdecydowanie grubszy, a poza tym ciemny.

Do udziergu użyłam dwóch włóczek, jedna to ciemnobrązowa, melanżowa Alpaka Premium firmy Schachenmayr (niestety chyba już nie produkowana i gdzieniegdzie tylko można dostać ostatnie motki, nad czym bardzo ubolewam) druga włóczka to moja farbowanka na włóczce Lifestyle Zitron. Robię na drutach 8, ściągacz francuski na 7. 




A kolory układają się tak:




Aktualnie jestem słomianą wdową, Chłop chałupę na wsi remontuję a ja rozrywam się między farbowaniem, dzierganiem, ogarnianiem kotów i różnymi innymi interesującymi zajęciami. Nie brak także spotkań z fajnymi ludźmi. Czuję się jak za czasów "panieńskich" a może nawet lepiej ;).

Następny post będzie też o kolorach bo będą nowe farbowanki..
Serdecznie pozdrawiam czytelniczki :)
A tak w ogóle to mój dwusetny post na tym blogu... kiedy to minęło... 

czwartek, 6 lutego 2014

Z odzysku

Tak się czasem dzieje w mojej farbiarskiej pracy, że jakiś motek włóczki zakupionej do farbowania nie spełnia standardów, coś tam jest z nim nie do końca tak jak trzeba. Zdarza się też tak, że coś mi się pofarbuje nie tak jak miało być. Takie włóczki odkładam "dla siebie na kiedyśtam".

Zdarza się tak rzadko, ale kilka motków już mi się plącze po pracowni czekając na swój czas. 



 
Z jednego takiego nie do końca udanego farbowania powstały motki, z których wydziergałam chustę.

Włóczka to skarpetkowa wełna z poliamidem i steliną.  Została ona przeze mnie "podrasowana" to znaczy dodałam jej trochę szarości, rudości, granatu i zieloności w raczej chłodnych odcieniach (początkowo była w wiosennych i ostrzejszych barwach, coś jak ta na zdjęciu poniżej).


Podrasowaną włóczkę połączyłam z własnoręcznie uprzędzioną cienizną  (czesanka merino z jedwabiem kolor "spice", grubość przędzy ok 650 m/100g, 2 ply).




Wzięłam druty nr 4,5  i udziergałam chustę Butterfly Effect według Iwony Eriksson, w takich raczej niewiosennych i niemotylkowych kolorach. O dziwo zajęło mi to niecałe 2 tygodnie, co poczytuję sobie za spory sukces i progres w mojej raczej powolnej robótkowej karierze.








Dodałam drugą włóczkę również dlatego, by zyskać na wielkości chusty. Zużyłam niecałe półtora motka włóczki - kombinacji dwóch włóczek - myślę, że ok 550m.

Pomysł na połączenie dwóch całkiem różnych włóczek wziął się z zachwytu blogiem Swetry Doroty, a zwłaszcza TYM swetrem. Urzekły mnie połączenia kolorów, a, że lubię jak coś mi się dzieje w dzianinie, coś się zmienia, błyszczy i migocze (nie tylko stelina i nie tylko w oczywisty sposób), to nie mogłam się oprzeć tej inspiracji. Agatko, dzięki za namiary na blog Doroty.

I jeszcze kilka słów o skarpetkach, zaczęłam je robić na drutach drewnianych KnitPro i nie mogłam ujechać, a metalowych drutów nr 3 nie miałam. Konieczność robienia ścisłych oczek  w połączeniu z drewnianymi (mało śliskimi, a wręcz "tępymi") drutami było bardzo męczące. Więcej czasu zajmowało mi chyba przesuwanie oczek na drucie niż samo dzierganie.  Zaopatrzyłam się w druty Hiya Hiya i poszło o wiele lepiej. Te druty zaintrygowały mnie tym, że pomimo iż są metalowe, nie są śliskie. Druty Hiya Hija (na żyłce 100cm, nie łączone) są satynowe w dotyku i producentowi udało się w ten sposób obejść problem śliskości i zrobić to tak, że te druty są czymś pomiędzy drutami drewnianymi a metalowymi błyszczącymi.

Ze skarpetkami zatrzymałam się tuż przed piętą i czekam na przypływ chęci do tego by się jej (pięty) nauczyć.


Pozdrawiam serdecznie wszystkie czytelniczki :)

piątek, 17 stycznia 2014

Mieszkaniowy rock and roll zakończony!

Wreszcie, po ponad półrocznym zajmowaniu się sprzedażą mieszkania, mogę spokojnie odsapnąć. temat uważam za zakończony.

Ale jak to w życiu, coś się kończy, coś się zaczyna. i zacznie się lada dzień kupowanie kafelków, podłóg, armatury i całego tego "dobrobytu" potrzebnego do przeprowadzenia remontu. Mierzenie, liczenie, szukanie, dumanie ;) Ale i tak cieszę się na ten remont i na te wszystkie zmiany. Zaczyna się nowy etap w moim życiu,  ciekawe co przyniesie... trzeba być dobrej myśli :)

Pozdrawiam Was serdecznie

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Układy i układziki


Tytuł posta nieco dwuznaczny, ale będzie o rzeczach bliskich sercom dziewiarek. Wczoraj Iris wyraziła zainteresowanie tym, jak włóczka na skarpetki układa się w dzianinie. Obiecałam fotki moich zaczętych skarpetek i oto one. Na razie są to tylko małe "kieszonki", pierwsze próby skończyły się pruciem, bo skarpetki wyszyły zbyt obszerne, ale... pierwsze koty za płoty ;) prucie idzie mi fantastycznie :)





A przy okazji pokażę Wam też jak układa się włóczka z czerwieniami. Zrobiłam z niej czapkę i mitenki, podwójną nitką. Dzianinki są proste, robione samymi prawymi oczkami i ściągaczem. W rzeczywistości włóczka nie jest tak różowa i ostra, ale aparat czasem widzi świat po swojemu, a ja nie potrafię go przekonać, że jest inaczej ;) A drugi aparat, alternatywny, którego używałam gdy pierwszy miał okresy "kolorystycznego buntu", właśnie wyzionął ducha...  Tak, że jest co jest.




niedziela, 12 stycznia 2014

Owoce pracy

Owocami mojej pracy z ostatniego czasu jest trochę kolorowych wełenek, rozjaśniających zimowe mroki.
Włoczki będą wystawione w sklepiku jutro wieczorem, bo nie wszystko mam jeszcze skończone i gotowe.
Na razie zapraszam do oglądania. 


Włóczka z blaskiem to 70% wełny, 25% poliamidu i 5% steliny (srebrna nitka). 400m/100g
 WYPRZEDANA


 100% miękkiej wełny, 415m/100g 


 100% wełny merino 220m/100g


 Znana i lubiana włóczka Lifestyle Zitron. 100% merino, 300m/100g

Również Lifestyle, 100% merino 300m/100g


Pierwsza z włóczek to odwzorowanie (myślę, że udane) włóczki z poprzedniego posta.

A moje skarpetki się robią, w sumie nie ma czego jeszcze pokazywać, ale po pewnych problemach, dzieło powstaje według wskazówek Intensywnie Kreatywnej 

środa, 8 stycznia 2014

Sesja zdjęciowa jednej włóczki

Zakochałam się w tej farbowance i postanowiłam, że nikomu jej nie oddam. Jest moja i tylko moja ;) i powstaną z niej skarpetki. Skarpetki czyli coś, czego w żuciu nie robiłam. A jak już te skarpetki zrobię (w co szczerze wierzę), oprawie je w ramkę i powieszę nad łóżkiem jako dowód na to, że można i że nie powinnam wątpić w swoje umiejętności :)

Ale na razie jestem dopiero niestety na etapie posiadania włóczki i pięciu instrukcji wykonania skarpet (celuję w te robione od palców) z których niewiele rozumiem ;) Tak, że niezłe wyzwanie jak na sam początek roku. Może nieco panikuję, ale widząc te opisy mam wrażenie, że tkanie gobelinu to przy tym malutki pikuś. Ale nic to, będę się starać.

A włóczka przedstawia się następująco.









Jeszcze kilka słów w sprawie mojej sprzedaży mieszkania.

Po wielkich bólach, uporczywym czekaniu na przyznanie kredytu kupującym, po wkurzającym dostarczaniu kolejnych, coraz bardziej bzdurnych i niezwiązanych ze sprawą dokumentów, w dniu 30 grudnia podpisałam umowę notarialną. Gdyby ktoś myślał, że to koniec, to niestety jest w błędzie. W dniu w którym moje pieniądze powinny już być na moim koncie bank zażyczył sobie kolejnego "dokumentu", a mianowicie oświadczenia, że moje konto bankowe, podane na akcie notarialnym, należy do mnie. Nie będę już komentować celowości składania takich "dokumentów". Piszę o tym bo wiem, że zaglądają tu osoby, które są w trakcie sprzedaży/kupna mieszkania lub czeka ich to w najbliższej przyszłości.

Nikt Was wcześniej nie poinformuje o konieczności złożenia tego świstka (jak i wielu innych), ale jeśli go nie złożycie od razu, czas oczekiwania na pieniądze przez sprzedającego wydłuży się. Oczywiście bank ma interes w tym by o takich rzeczach nie informować od razu a robić to dopiero w ostatniej chwili, gdy pieniądze powinny już wychodzić z ich konta, na konto osoby do której formalnie należą. To nie jest 100 złotych i każdy dzień przetrzymywania tych pieniędzy to zysk dla banku. Nie wiem czy każdy bank życzy sobie takiego oświadczenia, ale wiem, że nie jestem jedynym przypadkiem. I nie dajcie się zwieść temu co na samym początku miła pani w banku Wam (kupującym) mówi. Kredytu nie załatwia się w dwa tygodnie (a w dwa miesiące) a wykaz trzech na krzyż dokumentów, o jakich Was miła Pani poinformuje, że będą potrzebne, nie jest w żadnym wypadku pełną listą dokumentów, a jedynie wierzchołkiem góry lodowej, ogólnym planem czy czymś w tym rodzaju. Jeśli jakiegoś dokumentu nie macie lub ewentualnie uważacie, że taki dokument nie będzie potrzebny, to wiedzcie, że prędzej czy później bank, ewentualnie notariusz, właśnie tego dokumentu zażąda. W moim przypadku chcieli wszystkiego a nawet wiecej, bo chcieli też dokumentów nie związanych bezpośrednio ze sprzedażą mieszkania jak np. akt zgonu mojej mamy (diabli wiedzą do czego).

Tyle właściwie w temacie, machina papierologiczna wciąż się kręci i do końca nie odpuszcza. 

I przepraszam, że do Was tak mało zaglądam, mam czasem wrażenie, że żyję ostatnio w jakiejś mgle.