środa, 12 marca 2014

Przeczytajcie - Internet mobilny w Orange !!!!!!!

Zawsze myślałam, że takie problemy dotyczą innych... Słyszy się raz po raz w mediach o przypadkach bezmyślności ze strony różnych firm wysyłających rachunki za nieistniejące telefony, za niezużytą energię itd. To jest jeden z takich przypadków.

W sierpniu ubiegłego roku kończyła mi się umowa na internet w Orange. Internet działaj kiepsko, bo mam słaby zasięg, ale dociągnęłam tę umowę do końca. Pod koniec rozdzwoniły się telefony z "miłym państwem" po drugiej stronie słuchawki. Miłe państwo namawiało, zachęcało by przedłużyć umowę, obiecywało gruszki na wierzbie i nie chciało odpuścić. Między innymi jeden miły pan zachwalał nowy modem, który niby to miał wybitnie dobrze działać. Ze wzgledu na to, że na moim osiedlu jest ogólnie kłopot z internetem, dałam się namówić na SPRÓBOWANIE jak ten ich nowyc modem działa. Pan zapewniał, że mam dziesięć dni na to by internet wypróbować i w tym okresie mogę go bez żadnych konsekwencji odesłać (to miała być rzekomo taka promocja!!!).

Internet wypróbowałam, nowy modem okazał się być taki sam jak stary, to znaczy zasięg lipny. W ciągu trzech dni roboczych (w międzyczasie był weekend) odesłałam modem, kartę oraz podpisaną rezygnację z umowy - wszystko tak jak było trzeba. Sprawę uznałam za zamkniętą.

Po jakimś miesiącu czy dwóch dostaję rachunek za internet. Telefon do Orange... okazuje się, że Oni nie mają zanotowanego żadnego zwrotu modemu - ja natomiast mam potwierdzenie nadania. Pani (po uprzednim wysłaniu jej skanu tegoż potwierdzenia), informuje, że w takim razie zamyka sprawę i my już nic nie musimy robić!!!

Po kolejnym miesiącu, półtora przychodzi pismo, że "Przykro nam bardzo... ale... no dobrze, może i modem wrócił i u nich zaginął, ale nie mają wypowiedzenia umowy (było razem z modemem wysłane jedną paczką). Informują nas, że trzeba uregulować należność (to już dwa rachunki za internet którego nie mam, bo nikt się nie spieszył z wysłaniem tego pisma) i wysłać wypowiedzenie umowy... Nic nie płacę, wysyłam KOLEJNE wypowiedzenie i skrzętnie chowam potwierdzenie nadania

Po jakiś dwóch tygodniach dzwoni do mnie Pani z Orange w sprawie wysłanego wypowiedzenia i znów tłumaczę od nowa, Pani (z głosu starsza) wydaje się być przejęta sprawą i współczująca. Uważa, że tak nie powinno się zdarzyć, że ona nie wie dlaczego tak się stało.  I znów to samo, informuje mnie, że zamyka sprawę i już żadne rachunki ani takie tam nie powinny przychodzić - to było w okolicach początku roku.

Dziś rano otwieram skrzynkę na listy i wyciągam kopertę z Orange, a w środku wezwanie do zapłaty za fakturę za styczeń (której w ogóle na oczy nie widziałam) i bieżący rachunek za luty... płatną do 18-go marca... osz kurrrrr....

Ręce mi opadły do samej ziemi... Telefon do ORANGE, kolejny miły pan przyjmuje reklamacje i mówi, że tak nie powinno się zdarzyć i on nie wie dlaczego tak się stało!

Wiecie co, mam tego po dziurki w nosie, po czubek kucyka i po kokardę!!! Jest marzec, internet był zamówiony w sierpniu i odesłany po 3 dniach - mam potwierdzenie nadania. Modem i karta zostały odesłane, więc fizycznie nawet ich nie mam i nie mogę używać, wysłane zostały dwa wypowiedzenia umowy, wykonanych kilka telefonów, kilka osób zapewniało, że zamyka sprawę, a ja ciągle wyjmuję ze skrzynki nowe rachunki... i nie wiem już co dalej robić.

Mam wrażenie, że w tej firmie nikt nad niczym nie panuje, nikt nie ogarnia najprostszych spraw a o tym czy dostaniesz rachunek czy nie, decyduje KOMPUTER!!!

Piszę tego posta ku przestrodze, bo to co słyszycie przez telefon, od miłego państwa chcącego Was namówić na różne telefony, internety itd (że niby na próbę, że to nic Was nie będzie kosztowało, że możecie zrezygnować itd.) może być początkiem kilkumiesięcznego szarpania się , którego finał ciągle jest nieznany!!!

Pozdrawiam.

Jeśli chcecie się dowiedzieć co dalej się działo z moją sprawą, czytajcie TUTAJ

sobota, 8 marca 2014

Nowości w sklepiku

Ostatnie dni były u mnie bardzo pracowite i zaowocowały nowymi farbowankami. Znów druty w kąt poszły, a mnie bardziej ciągnie do farbiarni. 








Wszystko jest już w sklepiku Zapraszam serdecznie !

Wieczorkami czytuję to...


...i powiem tylko tyle - GORĄCO POLECAM!


czwartek, 6 marca 2014

Spotkanie z Fejsbukiem

Wisiało to nade mną, oj wisiało jak katowski toporek. Kiedyś już próbowałam, ale jakoś tak bez zapału, założyłam konto, ale nijak nie umiałam się na nim odnaleźć. Przyzywczajona do bloggera uważałam Facebooka za twór kompletnie nieintuicyjny i pozbawiony "duszy". No ale świat się rozwija, wymyśla nowe diabelskie ustrojstwa, a człowiek może się z tym godzić albo nie. Postanowiłam się nie upierać i nie stawać przysłowiowym okoniem, tylko zgodzić się, że tak musi być i już.

Razem z koleżanką Agatą od szydła i worka zabrałyśmy się za stworzenie mojego Fanpejdża. No i nawet się udało, powstała stronka Yarnandart, Agata powrzucała co trzeba, gdzie trzeba, pozapraszała naszych współnych znajomych i pojechała do domu - obie byłyśmy wtedy w błogiej nieświadomości... i pewności, że teraz to już z górki

A ja siadłam do tego nowego nabytku i... i okazało się, że nic nie mogę z nim zrobić. Nie mogę lajkować, nie mogę komentować ani na stronach osób prywatnych, ani na stronach firmowych. Nie mogę też zapraszać znajomych, obserwować stron, w ogóle to mogę tylko sobie siedzieć i patrzeć. Pisać mogłam tylko u siebie.
Po kolejnej godzinie czy dwóch, kombinowania, z głową wielką jak ciężarówka, założyłam nowe konto i tylko przez głupi przypadek i w wyniku przeciążenia siatki neuronów w swej mózgownicy, zamiast znów próbować założyć sobie firmową stronę, założyłam profil prywatny. Coś się polepszyło, inaczej wyglądał górny pasek fejsa, ale, ten drugi profil w ogóle nie chciał "gadać" z pierwszym. Myślę sobie - albo ty mnie albo ja Ciebie, usunęłam wszystko i zaczęłam on nowa, w preferowanej przez twórców facebooka kolejności.

No i mam tego swojego diabełka ;)

Wszystkie osoby, które mają mnie wrzuconą do znajomych, na tym pierwszym koncie, bardzo proszę o zmianę na TEN adres lub o kliknięcie na ramkę fejsa w panelu bocznym bloga . I oczywiście zapraszam nowe osoby. Tamta poprzednia strona zostanie zamknięta w ciągu 14 dni - tak mnie przynajmniej poinformowało okienko podczas usuwania.

Morał z tego taki, że nie da się (a przynajmniej mi się nie udało) mieć na fejsbuku tylko swojej firmowej strony, jeśli chce się robić coś wiecej niż tylko sobie tego fejsa oglądać. Najpierw trzeba założyć profil prywatny, a potem dopiero stronkę firmową. Wtedy rzeczy zaczynają działać.

Mam tylko nadzieję, że ten drugi start będzie startem ostatnim ;P 

Pozdrawiam serdecznie

niedziela, 2 marca 2014

Robocza niedziela

Co robi  w niedzielę człowiek, który sam siedzi w domu, nie licząc towarzystwa dwóch kotów? Ano farbuje. Chłop mi znów wyemigrował na wieś, kuje, muruje, przestawia ściany, wstawia okna i drzwi itd, wysyłając mi MMS-owe relacje z postępu prac. A ja, obudzona bladym świtem przez głodne (powiedzmy...) koty, stwierdziłam, że wolna niedziela spędzona w samotności to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej, i nakarmiwszy darmozjady oraz wypiwszy poranną kawę, poszłam do farbiarni.

A swoją drogą, czy Wasze koty (pytanie oczywiście do właścicieli kotów!) też Wam to robią? Czy też, niczym koguty, robią Wam pobudkę równo ze wschodem słońca? Aż strach pomyśleć co będzie w czerwcu, gdy słońce wschodzi coś około trzeciej-czwartej. Moje darmozjady już od samego świtu czekają na michę, choć głodem nie przymierają, bo ciągle mają suchą karmę w zasięgu pyska. Masza dziś wskoczyła na komodę obok łóżka i wbiła we mnie swój koci wzrok, próbując mnie chyba siłą woli wybić ze snu, a Marcel, który wybrał  bardziej przyziemną - jak na faceta przystało - technikę budzenia,  zajął się naprzemiennym wskakiwaniem na łóżko i zeskakiwaniem z niego. No i dopięły swego, o 6.15 byłam na nogach, a o 6.17 dostały co chciały.

Dziś w farbiarni czekały na mnie zielenie, a dokładnie 12 zieleni.
Włóczka to miękkie merino ze steliną (takiej wełenki tu jeszcze nie pokazywałam), jeszcze ciepła (i mokra), prosto z pieca rzec można.



Wczoraj natomiast powstała inna farbowanka, na tej samej wełence...




... oraz jej bliźniacza siostra (choć chyba po innym ojcu ;)) - czesanka polwarth, a nawet dwie czesanki polwarth...


A także cosik takiego, na wensie


W piątek zrobiłam małą rewolucję w pracowni - został do niej wstawiony drugi stół - mam teraz 4,5 metra powierzchni roboczej, nie licząc podręcznych stolików i teraz to już baaaardzo mi się tu podoba :) Mam tu wszystko czego mi potrzeba, łącznie z laptopem (starym jak historia komputeryzacji) i głośnikami do słuchania muzyki, radiem, czajnikiem i kubkiem na kawę.

To oczywiście tylko pracownia, a nie salon z kominkiem, więc nie zwracajcie uwagi na zachlapaną farbą podłogę i walające się wszędzie różne, wielce potrzebne, rzeczy, ale to mój raj najcudowniejszy i najważniejsze miejsce w domu :) Aż strach pomyśleć co będzie jak przyjdzie się stąd wyprowadzić - żal będzie. Ale tam będzie nowa, inna pracownia i nowe, inne życie :)


Ogólnie jest mi jakoś tak bardzo dobrze, może to słońce, zbliżająca się wiosna, a może co innego, ale chce mi się żyć!  Pozdrawiam :)

sobota, 1 marca 2014

Malarstwo nastołowe stworzone mimochodem


Jak tytuł wskazuje, obrazki zrobiły się same, mimochodem... coś się chlapnęło, coś na tym postawiło, coś przesunęło i są. Niestety totalnie nietrwałe. Czasem na takiej samej zasadzie tworzymy projekty gobelinowe.










czwartek, 27 lutego 2014

MiniPaczka

Post pewnie zainteresuje wszystkie osoby sprzedajace swoje wytworki lub też często wysyłające drobne przedmioty.

Poczta Polska, po roku szarpania się z drobnymi wytwórcami i sprzedawcami najróżniejszych niewielkich przedmiotów, po roku upominania swoich klientów o tym, że powinni wszystko co nie jest drukiem (nawet przysłowiowe pudełko zapałek), wysyłać paczką za kilkanaście złotych, zamiast listem poleconym za złotych kilka , ruszyła głową i wprowadziła formę pośrednią między paczką a listem poleconym. Zwie się toto MiniPaczką i jest całkiem nową formą wysyłki. Na tyle nową, że pracownicy mojego urzędu pocztowego sami nie mają pojecia co z tym fantem zrobić, ale uczą się i mam nadzieję, że się nauczą ;)

W każdym bądź razie opiszę tu w kilku zdaniach zasady działania tej formy wysyłki.
MiniPaczką możemy wysłać wszystko co zmieści sie w kartonowym opakowaniu o wymiarach (po złożeniu) ok 30x21x5cm  a co nie waży więcej niż 2 kg.



Aby wysłać przesyłkę miniPaczka nalezy

A.  Zakupić w urzędzie pocztowym lub przez stronę poczty polskiej taką kartonową kopertę, cena koperty to odpowiednio 8,50zł (ekonomiczna) lub 9,50zł (priorytet), przy czym ta cena jest od razu ceną wysyłki paczki. W cenie mieści się również ubezpieczenie przesyłki na wypadek zagubienia lub zniszczenia, na kwotę do 100zł. Ubezpieczenie do 500zł można dokupić za 1 zł w okienku pocztowym podczas wysyłania paczki (wcześniej za ubezpieczenie paczki wartościowej płaciłam 1zł za każde 50zł wartości - wielka różnica!).
Tak samo można dopłacić w okienku do priorytetu jeśli mamy kopertę na przesyłkę ekonomiczną (za 8,50) a jednak chcemy wysłać paczkę priorytetową.

B. Następnie należy spakować towar jaki chcemy wysłać i zaadresować kopertę, a następnie (i tu nowość) nalezy wejść na stronę poczty pod TEN adres Założyć sobie konto i zarejestrować paczkę.
Od momentu rejestracji w ciągu trzech dni musimy zanieść naszą paczkę do urzędu pocztowego i oddać do wysyłki.

C. Na podany (w zgłoszeniu i na kopercie) numer telefonu lub adres e-mail, dostaniemy informację o nadaniu a potem o doręczeniu naszej przesyłki. Taką samą informację dostanie adresat ( jeśli podamy jego namiary). Problematyczne jest to, że podanie numeru telefonu / adresu e-mail adresata jest konieczne a nie opcjonalne. Nie wpisanie tych danych na stronę spowoduje ,zę nie będziemy w stanie zgłosić takiej paczki do wysyłki (po prostu strona będzie "krzyczeć" o te dane). Mam nadzieję, że z czasem to się zmieni, bo nie zawsze przecież posiadamy czyjś telefon/email, a i bez tego paczka może być przecież doręczona. Pani na infolinni Poczty Polskiej poradziła mi by w przypadku braku tych danych wpisywać swój numer telefonu, no więc improwizuję ;)

Jeśli w okienku na naszej poczcie trafimy na zorientowanego urzędnika, to wystarczy już tylko oddać naszą paczkę, gorzej jeśli urzędnik zareaguje na naszą chęć wysłania MiniPaczki powiększajacymi się  oczami i wiele mówiącym "eeeeyyyy". Ja właśnie walczę od kilku dni z pomysłowymi urzędnikami (pomysłowymi, bo czego nie wiedzą to zmyślają), ale jestem na dobrej drodze.

Jedna uwaga, jeśli ktoś z czytających ten post zechce wysłać Minipaczkę, niech zwróci uwagę przy zakupie koperty czy ma ona naklejoną erkę czyli znaczek nadania R (na zdjęciu w lewym dolnym rogu), ja swoje pierwsze koperty dostałam bez erek i nie mogłam ich zarejestrować, co skończyło się rejestrowaniem przesyłek przez panią w okienku pocztowym na jej konto - ale Polak sobie poradzi ;)

Wiem, że to wygląda trochę zawile i momentami takie własnie bywa, ale myślę, że jak już metoda będzie wdrożona, urzędnicy zorientowani, to będzie to dobrze działać. Plusem jest przede wszystkim to, że przesyłki są tańsze od paczki i często też od listu poleconego.

Przykład:
Paczka o wadze do 1 kg (a takie najczęściej wysyłam), priorytetowa, nadana zwykłą paczką to koszt 12-15,50 zł (w zalezności od gabarytu), ta sama przesyłka nadana jako list polecony to odpowiednio 7,20-11zł (przy czym gabaryt A to tylko kartki papieru w dokładnie odmierzonej kopercie niebąbelkowej, cała reszta to gabaryt B).

No i jeszcze jedno - cały poprzedni rok słyszałam przy każdej wizycie na poczcie, że NIE POWINNAM wysyłać towaru kopertą, że POWINNAM wysłać go paczką, na co ja odpowiadałam, że jak paczka będzie kosztować tyle co przesyłka polecona to będę wysyłać paczką. Już mi się brzydziło to gadanie i się wreszcie doczekałam. Niestety MiniPaczka nie obejmuje wysyłek za granicę, a szkoda. Byłabym bardzo zadowolona gdyby, płynąc na fali dobrych pomysłów, PP zaproponowała taką MiniPaczkę, po jakiejś NORMALNEJ cenie, do krajów ościennych.

wtorek, 25 lutego 2014

Prawo serii

Jesli ktoś nie wierzy w prawo serii, to ja jestem ostatnio znakomitym dowodem na istnienie owego prawa...
Zaczęło się od piszczącej pralki, podczas prania obracający się bęben naszej pralki zaczął wydawać piszczące i skrzypiące dźwięki, po chwili przestał, ale podczas wirowania piszczenie bardzo się nasiliło. Wyłączyłam pralkę i powiesiłam cieknące pranie na suszarce, modląc się w duchu o szybki powrót Chłopa z remontowej emigracji. Chłop, gdy już wrócił, stwierdził, że oś bębna jest krzywa - diagnoza dość niebezpieczna, niemalże zagrażajaca życiu naszego automatu. Pralka po wybebeszeniu przedstawiła obraz nędzy i rozpaczy. Zepsuł się element podtrzymujący bęben. Całkowicie się rozpadł, bo był zrobiony z nieodpowiedniego do tego celu materiału. Pralka renomowanej i polecanej firmy... Kolejne pranie robiłam w zdobycznej Frani ;).

Następne kilka dni zajęło nam szukanie części zamiennej, bez rezultatu, częsci zamiennej nie ma i nie będzie KROPKA Możemy oczywiście kupić w serwsie cały bęben z obudową za UWAGA! 900zł, czyli za cenę nowej pralki, moze nie tak renomowanej firmy, ale jednak NOWĄ. Jakimś cudem Chłopu udało się dorwać bęben od używanej pralki, za 50 zł. I wszystko byłoby super gdyby nie to, że gdy wracał z bębnem do domu, cały z siebie dumny, rozsypało się sprzęgło w aucie. Nazajutrz przyjechał mechanik, zabrał auto i kazał się przygotować finansowo na jakieś 6 stów (to było wczoraj). W międzyczasie mój internet oszalał (prawdopodobnie z winy dostawcy), a dziś padł zasilacz w kompie (jakieś 100zł) i jeszcze na dodatek złapałam przeziębienie.  To tyle w skrócie, zaczynam bać się wstawać z łóżka, bo nie wiadomo czy to koniec czy dopiero początek tego pecha.


A między jednym bożym dopustem a drugim farbuję namiętnie i ochoczo. Oto co udało mi się zdziałać.



Zacznę od lekko błyszczącej i eleganckiej cieniutkiej włóczki wełniano-jedwabnej. Wełna merino 80%, jedwab 20%, długość to 700m/100g. Włóczka bardzo delikatna i miła dla skóry, 4ply.

Mam do zaoferowania 6 sztuk tej włóczki po 49zł motek.



Druga włóczka to znana już Lifestyle Zitron, w wielu odcieniach czerwieni, brązu, pomarańczu, rudego, burgundu, czerwono-fioletowego. Są tam też fragmenty różu, łososiowego i czego tylko dusza zapragnie. Włóczki nie dało się sfotografować do końca prawdziwie, moim zdaniem jest o wiele ładniejsza niż przedstawiają to zdjęcia. Kolory są bardziej wyraziste i pełne blasku. Włóczka mieni się wieloma kolorami, różnymi w słońcu i w cieniu.

Grubość 300m/100g, skład to 100% merino extrafine. Włóczka miękka, miła w dotyku i lekko elastyczna. Cena 40zł za motek. Mam 7 motków. Wieloetapowy proces farbowania sprawił, że każdy motek ma mnóstwo kolorów i każdy jest niepowtarzalny.



Ta włóczka to też Lifestyle, w żywych, ale nie zbyt żywych, odcieniach czerwieni, czerwonego pomarańczu, fioletu, purpury, lawendy i wrzosowo-amarantowego. Zdjęcia dobrze oddają kolory włóczki. Grubość, skład i cena jak wyżej. Mam 8 motków.



Kolejna to jesienna włóczka, która ostatnio bardzo się podobała dziewiarkom. Wyszła podobnie jak ostatnio, ale nie identycznie. To włóczka wełniana z poliamidem i steliną. 400 metrów w 100 gramach. Skład: wełna 70%, poliamid 25%, stelina 5%. Cena 38 zł. Mam 8 motków. 



Kolejna włóczka ze steliną. Kolory to mieszanka kilku gradacji szarości oraz łososiowego, pomarańczu, różu i ochry. Bardzo ciekawe farbowanie, wiele odcieni i kolorów nachodzących na siebie i przenikających się. Grubość, skład i cena jak wyżej. Mam 6 motków.Kolory są ciut mniej ostre niż pokazują to zdjęcia.


I ostatnia włoczka, również wełna z poliamidem i steliną. Połączenie turkusu, błękitu i niebieskiego z beżem i brązami. Grubość, skład i cena takie same jak w przypadku dwóch powyższych włóczek. Mam 7 motków tej włóczki.

Włóczki są już w sklepiku na DaWandzie

To tyle w sumie. A i jeszcze jedno, gdyby ktoś się zastanawiał dlaczego sfilcowałam falklanda z poprzedniego postu, to muszę Was uświadomić, że czesanka ugotowana w mikrofali na funkcji "opiekanie" (nawet nieświadomie) filcuje się :D Całe szczęście, że nie puściłam chałupy z dymem ;) Pozdrawiam