czwartek, 13 marca 2014

Internet mobilny w Orange cz. II - Fiu fiu... :)

Początek całej historii można przeczytać TUTAJ

No więc co się działo dalej...

Po wczorajszej publikacji posta o tym jak toczy się moja sprawa z firmą Orange, dziś z samego rana dostaję maila od osoby na kierowniczym stanowisku, w wydziale dotyczącym reklamacji (piszę w skrócie i nie będę tu wymieniać nikogo z nazwiska) w firmie Orange. Mail sympatyczny i wyrażający zainteresowanie moją sprawą. Osoba pisząca prosi o moje dane dotyczące konta w Orange, aby móc bliżej prześledzić rozwój mojej sprawy, oraz moje dane kontaktowe. Odpisuję, podaję co trzeba i w kilku zdaniach opisuję stan rzeczy na dziś. Mail ma w tytule tytuł mojego wczorajszego posta i jest ewidentnie odpowiedzią na tego posta!!!

Jakąś godzinę temu dzwoni do mnie miły Pan i informuje, że moja reklamacja została rozpatrzona pomyślnie, oraz, że moja sprawa została przez niego osobiście zamknięta, że dokonał korekty wszystkich faktur (na łączną kwotę ok 450zł), że mój numer (karty sim) został dezaktywowany i na dodatek, że na koncie jest nadpłata w niemałej wysokości - wydawało mi się, że nic nie płaciłam, ale też dziwne rzeczy działy się na moim koncie bankowym, tak jakbym miała zlecenia stałe, więc muszę to jutro na spokojnie wszystko zweryfikować.

Tak czy siak nadpłata jest i chcą ją zwrócić. Pan serdecznie przeprasza i proponuje, że może mi wystawić pismo o tym, że już z niczym nie zalegam i że wszelkie moje należności wobec firmy Orange zostały anulowane, wszelkie umowy zostały rozwiązane itd. Pan zaproponował, a ja bardzo chętnie się zgodziłam i poprosiłam o pismo realne, wysłane pocztą.

Rozmowa przebiegała w bardzo miłej atmosferze, spokojnie i uprzejmie.
Pozostaje mi tylko wysłać do Biura Obsługi Klienta pismo z prośbą o przelanie nadpłaty na moje konto (właściwie o to podanie konta chodzi) i oczekiwanie na wyżej wymienione pismo o niezaleganiu z niczym, oraz na zwrot pieniędzy.

Mój prywatny komentarz... Szczerze mówiąc nie wiedziałam, że mam w ręku taką siłę. Blog o wełenkach, na którym opisałam mój problem, okazał się być na tyle mocnym argumentem, że sprawę ciągnącą się od pół roku udało się, za jego pośrednictwem, załatwić w ciągu jednego dnia. Nie miałam takiej świadomości, choć zaskakuje mnie pozycjonowanie mojego bloga. Po wpisaniu w wyszukiwarkę "Internet mobilny w orange" mój wczorajszy artykuł pojawia się juz na trzeciej stronie, zaraz za przeróżnymi stronami reklamującymi i oferującymi ten internet, oraz po opiniach pisanych przez poczytne serwisy, no a ludzie szukają opinii o takich rzeczach...

Niemniej jednak z tego miejsca bardzo dziękuję osobie, która się ze mną skontaktowała i zainteresowała moją sprawą, dla mnie zakończenie sprawy było priorytetem. Bardzo się cieszę, że wreszcie, budząc się w środku nocy, nie będę rozmyślać o tym, co dalej z internetem, którego nie mam, czy przyjdzie kolejny rachunek, czy nie przyjdzie.

Pozdrawiam serdecznie czytających i dziękuję za wszystkie komentarze, jakie pojawiły się pod poprzednim postem. Nie na wszystkie odpisałam, ale wszystkie przeczytałam i bardzo dziękuję za wsparcie i  rady. Macie rację, lepiej załatwiać takie rzeczy w salonie i mieć wszystko na piśnie... no cóż, człowiek uczy się całe życie... :) 

35 komentarzy:

  1. Widzisz kochana jaka sławna jesteś ? :) Mam nadzieję, że sprawa zakończy się pomyślnie, a ja i tak od orange będę trzymać się z daleka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, no kompletnie nie miałam takiego poczucia, piszę tego bloga z różnych powodów, ale nigdy nie przeszło mi przez myśl, że może się on przydać do tak ważnej dla mnie sprawy. Ja też mam taką nadzieję, wierzę, że to się pomyślnie zakończy, czasem trzeba wierzyć. Oczywiście oprócz tego czekam na pismo.

      Usuń
    2. Aniu, najlepsze, że ja dalej korzystam z internetu Orange, tylko, że na kartę... Poznań cholera jasna... to na mojej wsi zabitej dechami jest internet z telewizją kablową!!! A poza tym drogi odśnieżają na wsi zabitej dechami a u mnie (W Poznaniu, strefa biletowa A) tej zimy ani jeden pług nie przejechał - to tak na marginesie.

      Usuń
  2. O tak :) Internet ma wielką siłę rażenia ;) i chwała mu za to :)
    Miło, że tak miło załatwiono Twoją sprawę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też jest bardzo miło, cieszę się, że udało się to załatwić, na razie jest to tylko rozmowa telefoniczna, nagrywana, ale tak jak napisałam Chmurce, wierzę, że to się niebawem zakończy.

      Usuń
  3. Mam nadzieję, że to już będzie koniec z niechcianym Orange!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iris, ja bardzo wierzę, że to się wszystko potoczy tak jak trzeba. Wierzę, bo już nie mam siły nie wierzyć...

      Usuń
  4. Grunt to trafić na myślącą osobę. Mnie to przed laty zajęło w tepsie półtora roku, aż w parę dni udało się rozwiązać problem i zamknąć sprawę. Bardzo się cieszę, że u Ciebie zanosi się na krótszą historię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, jak się dzwoni do BOK-u, to trafiasz na KOGOBĄDŹ, najczęściej na osoby, które po prostu chcą dociągnąć zmianę do końca... Ja się tym ludziom w sumie nie dziwię. Cieszę się, że ktoś ROZUMNY się tym zainteresował i że zanosi się na szybkie załatwienie sprawy.

      Usuń
  5. To ja podpiszę się pod poprzedniczką.
    Oby się faktycznie skończyło na zapewnieniach tejże osoby. Faktycznie jest sporo niekompetencji w różnych firmach, jak i też zdarzają się w nich myślący ludzie. Często jednak, paradoksalnie pomimo wielkiej komputeryzacji i niby zintegrowanych systemów informatycznych, przebieg informacji jest żaden. Śmiać mi się dziś chce, jak sobie przypomnę, jak ojciec załatwił sobie sprawę z tv. Otóż na tv cyfrową i pomimo opłaty dostawał monity, że nie zapłacił. Wydzwaniał na infolinię, wyjaśniał, że płacił przelew internetowy, żeby sprawdzili w systemie, etc... A to usłyszał, że taki przelew to długo 'idzie' (chyba do nich, to naprawdę pieszo :))) ) ale, że jest piątek późny wieczór, to miły pan na infolinii, zadzwoni gdzie trzeba i poda informację, żeby już nie wysyłali mailowych i SMSowych monitów. Ojciec uszczęśliwiony, że już koniec, zakończył rozmowę, po czym błysnęło i ... wyłączyli mu sygnał tv, :-)))
    Powodzenia ! :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, ja biorę pod uwagę, że jakieś błędy się zdarzają, nie biję piany o każde dziwactwa, ale po pół roku mam już dość!! Przyszło nam przywyknąć do takich "interaktywnych" rozwiązań, ale chciałabym mieć to już za sobą. I mam nadzieję, że to już finał, Pan był bardzo przejęty i przekonywujący, mam nadzieję się dziś położyć z przekonaniem, że to już finał moich przebojów. Pozdrawiam serdecznie Asiu :)

      Usuń
  6. Kochana ,nie wierz im.My też takiego maila dostaliśmy i pismo z Orange jakies 5 lat temu.Do dnia dzisiejszego dostajemy od nich pisma ,ze zalegamy z zapłatą .Dostajemy pisma od kruka,ultimo itp. Pisma ,które my mamy nie ma w Orange ,gdziś cudownie zaginęło .Życzę Ci powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja im puki co wierzę, zobaczymy co przyjdzie za tydzień czy dwa, czy pismo przyjdzie a tak na marginesie to piękne macie koty na stronie :)

      Usuń
  7. ja orange nie cierpię szczerze. ale dobrze mieć siłę ;-) bardzo się cieszę! bo ileż można się użerać? uściski! i naprawdę mam nadzieję, że sprawa zostanie załatwiona pomyślnie, jeśli nie, to jest rzecznik praw konsumenta, jest sąd, a tych poszkodowanych przez orange jest masa, więc pozew zbiorowy i skarga do urzędu komunikacji czy jak oni się tam nazywają :-) trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Puki co wydaje się, że ONI rozumieją swój błąd. Wiem, że rozmowa telefoniczna to jeszcze nie dowód w ręku, ale mimo wszystko czuję, że wszystko ma się ku rozwiązaniu, Będę informować o rozwoju sytuacji.

      Usuń
  8. No to już jest konkretna nadzieja na szczęśliwy finał. Walka z biurokracją i spychometodą w takich firmach jest trudna i kończy się różnie. W Twoim przypadku zanosi się, że będzie wszystko załatwione do końca, czego Ci życzę:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to wygląda, chociaż z otwieraniem szampana czekam do momentu otrzymania listu, o którym pisałam :) Bardzo dziękuję za życzenia, pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Hehehe :)))) Dokopałaś im, aż echo poszło na całą Polskę, to się ruszyli :))). W sumie to najlepiej działać ich metodami - nękać i zastraszać :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie mam tupetu jak taran, a to czasem się bardzo przydaje, ale jak widać czasem post na blogu wystarczy. Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Szczerze powiedziawszy po cichutku liczyłam na taki właśnie obrót Twojej sprawy, ponieważ całkiem niedawno byłam świadkiem podobnej sytuacji, w której zniecierpliwiony klient, co prawda przy użyciu FB doczekał się natychmiastowej reakcji ze strony usługodawcy w sprawie, która miała swój początek kilka miesięcy wstecz. Miałam nadzieję, że i w Twoim przypadku - siła internetu wspomoże Cię i przyspieszy pozytywne rozwiązania Twojej sprawy. Na szczęście nie wszystkie firmy postępują w myśl zasady: "nie ważne co się mówi, byle się mówiło" i czarny PR wciąż jest niepożądany :) Cieszę się! siła internetu i bloga bywa zaskakująca, a na pewno ich zasięg jest nieprzewidywalny! Nieprzerwanie trzymam kciuki i czekam wraz z Tobą na to ostatnie pismo :) Ale mam nadzieję, że już od dziś będziesz spać spokojniej :)
    Cieplutko pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to widzisz, byłaś domyślniejsza, bo mi to nawet do głowy nie przyszło. Posta napisałam, żeby się zwyczajnie wygadać i spuścić sobie ciśnienie. I nie spodziewałam się, że to cokolwiek da, poza tym, że poczytam co inni mają do powiedzenia na ten temat i trochę lepiej się poczuję. Bardzo dziękuję za kciuki i pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Masz blog o rewelacyjnym zasiegu :)
    Ja postapilam podobnie z reklamacja w mBanku. Nerwow stracilam duzo, bo wplatomat polknal mi kwote liczona w tysiacach i sie zawiesil. Oczywiscie srodki nie zostaly uznane na koncie. Zlozylam reklamacje i cisza Dzwonilam na infolinie przez miesiac i jakos nie mogli jej rozpatrzyc (ile mozna liczyc pieniadze we wplatomacie?), ale jak sie poskarzylam na facebooku to uznali reklamacje w jeden dzien... Ot, sila internetu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może mój internet ma kiepski zasięg, za to blog - rewelacyjny ;)

      To też miałaś przeboje, jeszcze kosztowniejsze od moich. Chyba nie byłabym w stanie funkcjonować gdyby mi wpłatomat zeżarł tysiące złotych, a bankowcy by się tak guzdrali. Czyli internet bywa bardzo przydatny, nie tylko do oglądania filmów i grania w gry ;) Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. To byly dodatkowe pieniadze wiec mialam co jesc.... ale mimo wszystko bylam przerazona faktem, ze bank moze je ot tak przetrzymywac i zaslaniac sie procedurami... Pozdrawiam rowniez :)

      Usuń
    3. ale, uznali ostatecznie i pieniądze do Ciebie wróciły??

      Usuń
    4. Tak, juz wszystko mam i pismo i pieniądze.

      Usuń
  12. Cieszę się, że udało się wszystko załatwić wreszcie. Internet to jednak potęga! Oby jak najmniej takich nerwów w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  13. Dobrze, że się dobrze skończyło :-) A przede wszystkim, że się wreszcie skończyło :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, święte słowa Aldonko :) Pozdrawiam :)
      P.s. no mam nadzieję, że teraz to już kolejnej gafy nie strzelą...

      Usuń
  14. Cieszymy się, że sprawa została wyjaśniona. W przypadku dodatkowych pytań możesz do nas pisać przez formularz Pomoc Orange http://pomoc.orange.pl/. Chętnie odpowiemy.

    Pozdrawiam
    Tomek

    OdpowiedzUsuń