Postanowiłam zrobić krótką instrukcję obsługi gręplarza + moje spostrzeżenia, opinie itd. Mam nadzieję, że wyjdzie zgrabnie.
No więc od początku.
Gręplarz bębnowy (drum carder), wymiary 44x29x23 cm, waga ok 6 kg, koszt 225 funtów (ok 1050 zł)
Dodatkowo w skład zestawu wchodzą - szpikulec do ściągania wełny i specjalny pin do regulacji urządzenia. I od regulacji zacznę, gdyż nigdy nie spotkałam się z tutorialem w którym byłoby to opisane.
Regulacja
W zależności od tego jakie włókno używamy, trzeba odpowiednio wyregulować urządzenie. Służy do tego metalowy pin (właściwie jest to duży gwóźdź ze spiłowanym czubkiem) który wkłada się w specjalne otwory po obu stronach małego bębna i albo przesuwa w górę albo w dół, co sprawia, że odległość miedzy bębnami zmniejsza się lub zwiększa - trzeba to zrobić tak samo po obu stronach bębna.
Trzeba popuścić dwie śrubki (więc przyda się śrubokręt)
Następnie ustawiamy mały bęben, wkładając pin w odpowiednia otwory po obu stronach i przesywając pin w dół lub w górę (jak dźwignię), po czym przykręcamy z powrotem śruby.
Mały bęben zamocowany jest na mimośrodzie (biały okrąg z metalowym trzpieniem to wskaźnik tego jak jest ustawiony mały bęben), gdy metalowy trzpień jest najbliżej dużego bębna, wtedy maszyna jest ustawiona na delikatne włókna, a gdy najdalej to na grube. U mnie mały bęben jest ustawione w połowie odległości (trzpień na dole białego krążka).
Maszynka ma też klamry pozwalające przymocować ją do blatu, bo czasem trzeba użyć większej siły, ale te klamry akurat u mnie są raczej kiepskie i mocniejsze szarpnięcie sprawia, że odpadają.
Gręplowanie
Gdy maszynka jest wyregulowana, przystępujemy do działania.
Przygotowałam sobie taki zestaw włókien: od lewej - brązowe i czerwone - wełna merino, zielone i żółte - moher i jedwab, białe i żółte w paczuszkach - angelina
Na poczatek nakładam angelinę na duży bęben - wkładana od przodu dziwnie się zachowuje, jest za cienka i nie chce się nakręcać. Taką samą praktykę widziałam na jakimś tutorialu na youtube.
Po kolei wkładam włókna do maszyny i gdy się lekko wkręcą urywam - zauważyłam, że gdy pozwolić się czesance po prostu wkręcać, okręca się na małym bębnie i nic z tego nie wychodzi.
I tak robię ze wszystkimi włóknami, wszystko według upodobania, od czasu do czasu ugniatając całość szczotką, znajdującą się nad bębnami
.
Otrzymałam taką mieszankę
Zdejmowanie wełny
Przystępuję do ściągania wełny z gręplarza, do tego służy specjalny szpikulec, którym to podważam wełnę, wtykając szpikulec w odpowiedni rowek (miejsce łączenia maty na bębnie), po czym biorę oburącz i ściągam wełnę z bębna, delikatnie go okręcając.
Przed ściąganiem wełny warto poluźnić znów mały bęben i ustawić go na maksymalne oddalenie od dużego bębna, uniknie się wtedy zaczepiania się wełny na małym bębnie.
No i efekt końcowy:
Waga motka 65 gram.
Na koniec czyścimy oba bębny.
Wnioski i spostrzeżenia
Moje dwudniowe doświadczenie pewnie nie pozwala mi mieć całkiem obiektywnego obrazu pracy z tym ciekawym urządzeniem, ale napisze to co mogę powiedzieć na dziś.
Po pierwsze czesanka po zdjęciu z bębna nie jest tak pięknie uczesana jak ta którą się kupuje np w WOW. Posiada drobne kuleczki, włókna potrafią być leciutko splątane. Nie uprzędzie się z niej cieniutkiej idealnej włóczki, za to do art yarn nada się z pewnością bardzo dobrze. Spróbowałam trochę uprząść, momentami wychodzą lekkie zgrubienia.
Po drugie - w gręplowanie trzeba włożyć trochę wysiłku fizycznego, i gręplować małymi pasmami, gdy przesadzi się z ilością włożonej na raz czesanki maszyna potrafi się zablokować.
A po trzecie, pewnie jak zwykle, doświadczenie robi swoje a początki są zawsze najtrudniejsze.
Plusem jest wspaniała zabawa i radość z tworzenia.
Tyle mi przychodzi do głowy, jeśli coś pominęłam lub nie napisałam to proszę o pytania.
------------------------------------------------------------------------------
Po kolejnych kilku dniach.
No więc tak:
Doświadczenie czyni cuda - w sumie nie wiem jak się to dzieje, bo robię wszystko mniej więcej tak samo - i po kilku dniach już mi się czesanka nie zaczepia na małym bębnie, choć wrzucam jej czasem dużo na raz, niekoniecznie dobrze rozluźnioną. Jeszcze trochę zwiększyłam odległość między bębnami. A może maszyna się po prostu "dotarła" i nie ma w tym żadnej mojej zasługi ;) trudno zgadnąć.
Kolejna rzecz - jeśli włóczka zaczyna wracać na mały bęben albo nie chce się nawijać, trzeba sprawdzić czy może duży bęben jest już pełny, igły są zakryte i włóczka nie ma się o co zaczepiać.
Gręplowałam też dwukrotnie, dzieląc otrzymane płaty na dwa mniejsze - włókna są lepiej poukładane, ale jednocześnie bardziej wymieszane kolorystycznie - wszystko zależy jaki efekt chce się uzyskać.
Zaczęłam używać diz-a (diz-u?), który powoduje, że włókna są lepiej sklejone (Diz to taki mały krążek z dziurką w środku - u mnie to zwykła podkładka pod śrubkę - przez którą przeciąga się czesankę w celu zrobienia z niej taśmy).
 |
diz na czesance zdejmowanej z gręplarza |
I na koniec - gręplowanie angory powoduje, że mamy murowane sprzątanie :P, bo jak się można domyślić, króliczy puch fruwa wszędzie, a jak już sobie pofruwa to potem wszędzie osiada...