piątek, 6 lipca 2012

Red wine - włóczka fraktalowa

A tak sobiew pomyślałam, że dawno nie bawiłam się we fraktale. W takie klasyczne.
Wełenka to bfl, farbowana jak zwykle własnoręcznie, w kolorach czerwonego wina i... bo ja wiem, brzoskwiń, a może miodu...

Kiedyś podobną włóczkę widziałam u Jagienki.
Wełenka ma 109 gram i 165 metrów, taki grubasek.

A to kwintesencja kanapowca. Kot w pieleszach. Masza od rana nie dała mi szansy złożyć łóżka, bo je ciągle okupuje, a że ja dałam się kotce owinąć wokół pazurka, tak więc czekam aż łaskawie zejdzie.


W sprawie kotów ogródkowych (szczegóły TU) ciągle czekamy na klatki, mają być do odbioru dziś ok 15, takie są przynajmniej dane na teraz. A co dalej to się zobaczy. Ja w każdym bądź razie nie poddaje się emocjom i robię swoje, czyli przędę itd.

I jeszcze jedno - jutrzejsze poznańskie spotkanie prządkowe jest jak najbardziej aktualne. Spotkamy się jednak nie pod samą operą ale w położonym obok parku koło Zamku Cesarskiego. Zmiana jest spowodowana upałami. Koło opery praży jak na patelni... jeszcze raz serdecznie zapraszam na godzinę 11.

Mapka

miejsce zaznaczone zieloną strzałką

czwartek, 5 lipca 2012

Kocie kłopoty

Dziś rano, zanosząc jedzenie dla mojej kociej rodzinki zauważyłam, że jeden kotek z "pięciopaku" kuśtyka na trzech łapkach... Musiał gdzieś włozyć nóżkę, prawą tylną. W ogóle nie dotyka nią podłoża, łapka jest jakaś wykoślawiona, ale nie widać krwi, więc myślę, że jest ona najprawdopodobniej złamana lub wybita. Od rana, w miarę możliwości czasowych, szukamy pomocy dla kotka - obdzwoniliśmy różne miejsca, często bez rezultatu. Na naszą prośbę odpowiedziała poznańska fundacja "Koci Pazur", jednak na razie nie wiadomo, czy jest dostępna klatka - łapka + klatka do przetrzymywania zwierzęcia, wszystko ma się rozstrzygnąć ok godziny 21. Bardzo prawdopodobne, że czeka nas jeszcze dziś kurs po klatki a jutro łapanie kota i dostarczenie do weterynarza. A potem... okaże się co dalej, w najgorszym wypadku odwieziemy kociaka do Schroniska Miejskiego. Cóż począć, nie mam wielkiej chaty, gdzie mogłabym wydzielić miejsce dla kota rekonwalescenta. Do tego kot jest dziki, Masza może nie być zachwycona, a my jednak chcielibyśmy móc spać po nocach. Myślimy nad tym, że biorąc pod uwagę ładną, letnią pogodę, kot mógłby rezydować w garażu, w klatce wystawowej, w której zmieści się spanie i kuweta. W najgorszym wypadku przyjdzie oddać biedaka do schroniska, gdzie lekarze zajmą się jego łapką, ale szczerze mówiąc nie chciałabym tego robić.

Mam cichą nadzieję, że przy okazji uda się schwytać matkę i dostarczyć ją na sterylizację, choć pani ze schroniska miejskiego troszkę nas odarła ze złudzeń, mówiąc, że dzikie dorosłe kotki bardzo trudno jest złapać w klatkę-łapkę. Mimo wszystko najwyżej wezmę rękawice spawalnicze i złapię ją własnoręcznie. Po złapaniu to już nie ma kłopotu. Kotkę można wysterylizować za darmo, gdyż Miasto finansuje takie zabiegi dzikich kotów.



W każdym razie kociak - biedak kuśtyka i koniecznie trzeba mu pomóc (co jak się okazuje nie jest wcale takie proste, ale mam nadzieję, że jeden dzień szukania pomocy wystarczy), na szczęście jego ogólna forma jest dobra, je normalnie, nie wygląda na osowiałego, nie jest poraniony. Nie wiadomo co się stało, ale najprawdopodobniej włożył gdzieś łapkę. 

poniedziałek, 2 lipca 2012

South american Lavender-purple-violet

Ukręciłam pięrwszą partię włóczki south american, choć to dopiero początek, bo mam jeszcze kilka pofarbowanych warkoczy czesankowych.


Przędzenie tej odmiany runa dało mi mnóstwo przyjemności. Lubię ją dotykać, jest przyjemna, nawet teraz, podczas upałów. Ma się wrażenie, że czesanka wzbogacona jest jedwabiem, choć to czysta south americam..

Dziwi mnie dlaczego wełna south american nie zyskał większego uznania wśród prządek i nie jest mocno popularna. Moim zdaniem to runo jest o wiele przyjemniejsze w pracy niż merino, tak przecież popularne a jednocześnie bardzo kapryśne. Czesanka south american bardzo ładnie przyjmuje farbę, nie mechaci się podczas farbowania, trzeba się trochę postarać by ją sfilcować. Na kołowrotku zachowuje się wzorcowo, podczas przędzenia ponad kilometra singla żadnych zerwań, bardzo mało jakichkolwiek zgrubień czy "farfocli" A po uprzedzeniu nie stroszy się i jest bardzo miła oraz przyjemna w dotyku. Słowem wełna idealna :)

A dla chętnych muzyka przy której wychodzili na boiska piłkarze podczas zakończonych (myślę, że ogromnym sukcesem) EURO 2012 i która towarzyszyła też wczorajszemu wręczeniu pucharu reprezentacji Hiszpanii.

piątek, 29 czerwca 2012

Alpaka raz jeszcze

Jeśli ktoś jeszcze ma ochotę na kupno alpaki od Pana Wierzbickiego, to informuję co następuje.

Z tegorocznej strzyży zostało:

Alpaka suri:
- rudy brąz - 2 kg
- jasny krem - 2,2 kg
- jasny brąz - 1,8 kg

Huacaya:
- brąz - 2,3 kg
- jasny brąz - 2,7 kg
- jasny beż - 3,45 kg
- beż - 1 kg
- jasny beż (baby alpaca) - 3,2 kg
- pinto (biało-rudy) - 3,10 kg

Runo nie czyszczone, prosto ze zwierza.
Cena : huacaya 70 zł/ kg; suri 100 zł/ kg
Formularz kontaktowy znajdziecie na stronie http://alpaki.pl/ w zakładce "kontakt"

środa, 27 czerwca 2012

Przykra sprawa

Myślałam długo, czy w ogóle o tym pisać, ale uznałam, że mimo wszystko (niech sobie kto co chce myśli) napiszę. Stałam się całkowicie niewinną ofiarą bezsensownego pomówienia.

Wróciwszy z weekendu zastałam na mojej poczcie mail od bardzo zdenerwowanego i chyba trochę złego, Pana Mariusza Wierzbickiego, który poinformował mnie, iż dostał informacje od jakiejś osoby, jakoby moja alpaka u niego zakupiona, była bardzo złej jakości, jakaś masakra z katastrofą po prostu. Na szczęście mail był pozbawiony pretensji czy wyrzutów pod moim adresem.

Byłam w szoku, musiałam udowodnić, że nie jestem wielbłądem i że nie jestem zamieszana w całą tą sprawę, gdyż nawet nie zaczęłam prząść tej alpaki, więc co ja mogę powiedzieć o jej jakości.

Nie wiem kto, ani w jakim celu napisał do Pana Mariusza z taką całkowicie wyssaną z palca informacją  Na szczęście udało mi się z Panem Mariuszem dojść do porozumienia i chyba mi uwierzył. Nikomu nic nie mówiłam na temat jakości runa, nikt go nie widział ani nie macał, a tym bardziej nie prządł, więc nie mógł mieć żadnych informacji na ten temat - no chyba, że są geniusze, którzy na podstawie zdjęcia są w stanie takie informacje uzyskać. Owszem runo jest zanieczyszczone, ale to wszystko co na ten temat powiedziałam i, jak wiadomo, ma to nikły wpływ na jakość runa.

Nie dopytywałam się ani o autora ani o dokładny kontekst tego "donosu", bo nie zamierzam bawić się w śledczego. Wiem jednak na 100%, że to blog był podstawą do napisania tej informacji. Więc mam nadzieję, że osoba, która się na to odważyła przeczyta ten wpis i dowie się, że nie potrzebuję adwokatów! Jeśli będę z czegoś niezadowolona to sama o siebie zadbam, bez niczyjej, do tego organizowanej za moimi plecami, "pomocy"!

Na całe szczęście sprawę udało się wyjaśnić, popisaliśmy sobie z Panem Mariuszem kilka przyjaznych maili i mam nadzieję, że nieprzyjemny smrodek po sprawie nie pozostanie... 

A żeby nie było tak całkiem strasznie i poważnie, troszkę fioletowości.





Wełenka to south american o którym przypomniała mi Chmurka swoimi ślicznie uprzędzionymi "mopami"
Miała wyjść Karinowa lawenda ;P w komitywie z fioletami i burgundem, ale zapomniałam na śmierć, że south american świetnie farbę przyjmuje, chyba najlepiej ze znanych mi czesanek, i namieszałam za ciemne odcienie tej lawendy. Na szczęście wyszło też ładnie, choć nijak nie lawendowo, no może, jakby się kto uparł - miejscami ;) Czesanka trafi na kołowrotek, a dziś dofarbuję jej jeszcze siostrzyczkę, co by się samotna nie czuła :D

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Zwierzakowo

W weekend bylam na wsi. Bardzo chciałam zobaczyć nowy nabytek, czyli kurki zielononóżki, które zamówiliśmy w hodowli i które kurier przywiózł do moich teściów.

Hmmm... jak zobaczyłam kury to mi ręce opadły. Obraz nędzy i rozpaczy. Nawet nie robiłam zdjęć, bo kury strasznie niefotogeniczne ;) Sprzedawca informował, że kury mają wydziobane pierze od tego, że jest dużo kogutów, które "depczą" je i stąd te wydziobania. No ale chyba te ptaki uprawiają seks oralny, bo kury zamiast wydziobanych głów mają łyse ogony. Poza tym kogut też jest bez ogona, krótki taki. Jestem ciekawa jak to by wyjaśnił pan hodowca...

A tak na poważnie, pterofagia i już.
Aż nie chce mi się myśleć w jakich warunkach te ptaki były przetrzymywane. Jak zobaczyły trawę to oszalały ze szczęścia.  Pewnie nigdy wcześniej jej nie oglądały.

Urzekł mnie kogucik, jest tak niewiarygodnie opiekuńczy. Tokuje, chodzi wokoło kurek, wygrzebuje im smaczne kąski po czym woła swoje panie. Jak kurka niesie jajko to kogut siedzi obok niej, a potem razem z nią pieje ze szczęścia ;)

Mam nadzieję, że ptaki "odżyją" i dojdą do siebie. Teściowie robią co mogą, aby kurki żyły sobie spokojnie i bezstresowo. Dostają różnorodną karmę, dostęp do trawy i wybiegu mają na okrągło, dodatkowo dostają witaminy.

Za to koci pięciopak na ogrodzie ma się świetnie. Rodzinka je coraz więcej, buszuje po całym ogrodzie i nawołuje się nawzajem. Do ręki nie podchodzą, choć kocica potrafi się ocierać w przerwach na obfukiwanie mnie ;) Przyzwyczaiły się do stałych pór karmienia i gdy taka pora nadchodzi to już czekają w komplecie obok misek. Mam nadzieję, że mimo dokarmiania kotka nauczy maluchy polować.





niedziela, 24 czerwca 2012

Noc Kupalna - tematycznie

W Poznaniu co roku w noc św Jana odbywa się takie widowisko


Później te lampiony fruwają nad naszym domem :) Słodzizna :)

A tak z okazji sobótki podrzucę jeszcze kilka utworków




I może jeszcze coś bardzo skocznego - wysłuchałam tego i wyskakałam w Lipsku kilka lat temu