sobota, 7 lipca 2012

Pierwsze spotkanie poznańskich prządek

No więc... spotkanie i publiczne przędzenie poznańskich prządek uważam niniejszym za "odbyte"!!! Pogoda nam dopisała, było pięknie i o dziwo, nie za gorąco. Wśród parkowych lip w ruch poszły wrzeciona i nawet jeden kołowrotek. Na spotkaniu pojawiło się osiem pań i jeden pan - osobisty małżonek jednej z uczestniczek a do tego konstruktor i twórca wspomnianego kołowrotka.

Atmosfera była bardzo miła, uśmiech ścielił się gęsto ;) Ludzie, którzy nas mijali oglądali się z zaciekawieniem. Nie często zdarza się widzieć na własne oczy wrzeciono czy kołowrotek, a kilka na raz i do tego w ruchu, to już w ogóle rzecz prawie nierealna.

Panie zgodziły się na publikację zdjęć, więc wrzucam kilka. Jakość może być nie najlepsza, gdyż aparat tylko z telefonu.

Eliza i Agata, pięknie uśmiechnięte
w tle Beata i jej siostra

To dopiero podzielność uwagi ;)
Agnieszka ekwilibrystka 


Beata

od lewej Alicja, Agata, druga Alicja, Eliza, schowana Agnieszka


Bardzo cieszę się ze spotkania i poznania tylu miłych osób. W końcu udało mi się poznać w realu Agatę, z którą bezskutecznie umawiam się na kawę od dobrych kilku miesięcy.

Stwierdziłyśmy, że spotkanie było bardzo dobrym pomysłem i koniecznie trzeba je powtórzyć.

A mój prywatny sukces to pierwsze metry wełny uprzędzionej na wrzecionie. To może się wydawać co niektórym dziwne, ale nigdy wcześnie nie przędłam z użyciem wrzeciona. Zaczęłam od razu od kołowrotka i nie czułam jakiejś specjalnej potrzeby by coś w tym temacie zmieniać. A tu powód, jakby to rzec, się sam nawinął...



Myślę, że gdy się umie prząść na kołowrotku, to nauka obsługi wrzeciona jest o wiele prostsza, choć nie obyło się bez zonków i błędów, nitka kilka razy się zerwała a wrzeciono zaliczyło glebę. 

Ale jest coś w tym "wrzcionowaniu", jakaś specyficzna magia. Sam fakt, że wrzeciono można zabrać ze sobą prawie wszędzie i prząść "w kolejce do lekarza", czyni je bardzo atrakcyjnym. Wiem, że na pewno zabiorę je ze sobą na wakacje.

41 komentarzy:

  1. Ależ fajna relacje. Z wypiekami na policzkach wpatrywałam się w zdjęcia. Rozpoznałam tylko roześmianą Agatę. Mogłabyś ponazywać Was wszystkie ? ;-)
    Zazdraszczam wcale nie skrycie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, wedle życzenia, ponazywałam. Nie znam tylko imienia siostry Beaty, tej która przyszła z nami podziergać na drutach.
      Mnie na zdjęciach nie ma, bo pstrykałam.

      Usuń
  2. Kilka dodatkowych fotek, jeszcze bez opisu i krótki filmik jest też w tym miejscu: krecsiekrec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za linka :), już sobie obejrzałam i "zalajkowałam" :)
      Jola

      Usuń
    2. Dzięki Beatko za linka :)

      Usuń
    3. Hej. Również dziękuję za zdjęcia!

      Usuń
  3. Zazdroszczę spotkania :). Bardzo chciałam wziąć udział, ale na cały lipiec dostałam pod opiękę dużego psa, a nie miałam sumienia męczyć go tyle kilometrów w samochodzie :(.
    Za to solidaryzowałam się z Wami w przędzeniu :), moje wrzeciono też się kręci od rana z przerwą na uzupełnienie bloga zdjęciami nowych nitek i dzianinek :).
    Gratuluję pierwszych nitek na wrzecionie, od razu widać, że robiła wprawiona ręka :) i kolor jest śliczny.
    Zaintrygował mnie kołowrotek mężowskiej konstrukcji, wygląda bardzo profesjonalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie będą kolejne spotkania, więc może wtedy uda się :)

      Usuń
  4. Pokraśniałem z dumy. Mąż-konstruktor ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) No trza się doceniać :)))

      Usuń
    2. To ja też chwalę Konstuktora i Designera, bo widziałam na filmie, że fajnie działa ale też bardzo ładnie i nowocześnie wygląda :)
      Jola

      Usuń
  5. Ale super, ale super :)
    Pięknie wyglądacie.
    Magia jest nie tylko we wrzecionie, ale w samych spotkaniach również.

    U mnie doszło do tego,że przestałam wyciągać wrzeciono z torby w ogóle. Uzupełniam tylko czesankę :) Nitka z wrzeciona niczym nie różni się od tej kołowrotkowej. A fakt, że można na nim zrobić navajo lub 2ply bez dodatkowych narzędzi mocno podnosi jego atrakcyjność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Basiu :)
      U mnie też może się tak skończyć, bo noszę przepastne torby i wrzeciono pewnie też się tam zmieści. A odnośnie 2ply, to Alicja pokazywała jak to się robi, tak, że co nieco liznęłam.

      Usuń
    2. Jak wszyscy będą tak chwalić wrzeciono to przestanę marzyć o kołowrotku :). Ale potwierdzam, że navajo robiło się super i bezproblenowo, 2ply trochę mniej, bo w końcu trzeba było pilnować dwóch nitek a nie jednej.
      Jola

      Usuń
    3. Justynko, ćwicz bo przyda się na pewno. Zwłaszcza na wyjazdach. Mam co prawda mały składany kołowrotek, ale podczas wakacji wolę wrzeciono.... doskonałe nawet na plażę :)

      style, bo wrzecionko naprawdę jest rewelacyjne :)

      Usuń
    4. Basiu,
      skoro mówisz, że nitka z wrzeciona niczym się od kołowrotkowej nie różni, to zdecydowanie będę ćwiczyć :)

      Usuń
  6. o jacie ale wam zazdroszcze .jak ja bym chetnie w gronie posiedziala i poprzedla eh mozna pomarzyc

    OdpowiedzUsuń
  7. Każdą z Was podziwiam! Moja Babcia obsługiwała kołowrotek...Wielki szacunek dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję super zabawy !!! Jak ja bym tak chciała......
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. ach, jak się cieszę, że się nam udało! a o mały włos by mnie tam nie było - najpierw szykowało się, że w tym czasie będę "wyjechana", a wczoraj cały czas myślałam, że jest czwartek...
    Miejsce było świetne, jak wyszłyśmy z tego zielonego tunelu, to się okazało, że jest upał ;) Eliza dzielnie ze mną wytrwała, aż skończę prząść 2ply z nadgarstka, bo jechać rowerem z taką bransoletką z doczepionym wrzecionem byłoby ciężko ;)
    Bardzo się cieszę z "naocznego" poznania znanych i nieznanych ludzi ;) dzięki za spotkanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko, liczę na Ciebie na kolejnych spotkaniach. Mi też było niezmiernie miło wreszcie spotkać się w realu :)

      Usuń
  10. Grunt to dobra zabawa - widzę, że humorki dopisywały! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Było mi bardzo miło uczestniczyć w spotkaniu, gratuluję pomysłu zorganizowania. Poznanie Was osobiście sprawiło mi ogromną radość, wymiana doświadczeń bezcenna :-)
    Z niecierpliwością czekam na kolejne spotkania - pozdrawiam serdecznie uczestniczki spotkania i czytelniczki bloga - Beata.
    ps.siostra ma na imię Aldona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też było bardzo miło, i mam nadzieję, że na kolejne spotkania będą się często zdarzać.

      Pozdrawiam całą Waszą trójkę :))

      Usuń
  12. Super, bardzo mi się podoba takie spotkanie :D Szkoda że Ciebie nie ma choć na jednym malutkim zdjątku. Ja chyba wrzeciona nigdy nie pojmę- nie umiem wprawić go w ruch. Ta zieleń jest śliczna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chmurko, przyjedź kiedyś do nas to na pewno pojmiesz, tym bardziej, że masz już doświadczenia w przędzeniu. A zdjęcia z moim udziałem podrzuciła Beata, szukaj w komentarzach.

      Usuń
    2. Propozycja kusząca, choć trochę mam daleko, a zdjęcia już widziałam i jestem usatysfakcjonowana :D
      Pozdrawiam

      Usuń
  13. Ha, tak wyglądam na tych zdjęciach, że gdybym nie wiedziała, że jestem zielona, to bym pomyślała, że jestem profesjonalistką i potrafię prząść;D

    Wróciłam do domu i przędłam:) I przędę dalej i prząść będę - to kiedy to następne spotkanie??? :))
    Wkręciło mnie na dobre!

    Dziękuję za świetne spotkanie, doborowe towarzystwo i wprowadzenie do tajemnej sztuki przędzenia:)

    Eliza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, było baaardzo miło! A kiedy następne spotkanie, myślę, że nie stoi nic na przeszkodzie by się skrzyknąć może za jakiś miesiąc - tak myślę.

      Usuń
  14. Super pomysł, zazdroszczę spotkania i spontaniczności Pań prządek.
    żałuję tylko,że Poznań jest tak daleko, bo było by nas więcej....
    Zakręcone pozytywnie!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, ale możecie przecież zorganizować coś u Was, skrzyknijcie się, poznacie się i na pewno nie pożałujecie. Pozdrówka.

      Usuń
  15. trzeba kliknąć moje imię i przekieruje na stronę gdzie są inne zdjęcia
    z autorką niniejszego bloga włącznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojacie! ale nas Pan Mąż obfocił!! świetne zdjęcia :)

      Usuń
  16. Hej dziewczyny, fajnie miałyście. Właśnie udało mi się zwieźć siano dla wełnistych i czytam i oglądam Prządki Poznańskie, a zaraz sobie poprzędę na wrzecionie. Sama, bo sama, ale i tal lubię. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odpisałam Ci w poprzednim poście, ale tu nadrobię. Rozumiem, że posiadanie zwierząt (i to wielu) zobowiązuje, i to bardzo, ale wychodzi na to, że spotkania wejdą nam w krew, więc może jeszcze nic straconego. Pozdrawiam :)

      Usuń
  17. A jeszcze jedno czy jakiś namiar na dziewczynę z mężem konstruktorem można dostać????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Namiar na mnie - kliknij w imię :-)

      Usuń
  18. Nie wszystkim odpisałam z osobna, ale bardzo dziękuję za wszystkie wpisy. Widzę, że temat cieszy się ogromnym zainteresowaniem, z czego wnioskuję, że wiele z nas łaknie towarzystwa prządkowego, dzielenia się doświadczeniami, czy po prostu miło spędzonego czasu wśród "swoich". Po spotkaniu we Wrocławiu i w Poznaniu chyba pora na inne miasta. Kto następny???

    OdpowiedzUsuń
  19. Od jakiegoś czasu czaję się właśnie z tym pomysłem, żeby w Warszawie takie spotkanie zorganizować. Myślałam nawet, żeby w tym samym czasie jak było to wrocławskie, ale termin miałam innymi sprawami zajęty i tak to odkładałam. Justynko, chyba mnie wreszcie zmobilizowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  20. Cieszę się i czekam na relację :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Danke, dass ich den Link zu meinem Blog bei dir gefunden habe.
    Schöne Feiertage wünscht
    Sabine aus Bad Driburg

    OdpowiedzUsuń